|
Laponia - uczestnictwo w zawodach psich zaprzęgów, Półwysep Kolski - trawers na nartach, Kanada - trawers Gór Skalistych oraz spływ górską rzeką Pelly 1000 km w open canoe, Syberia 2000 km na nartach - trawers zimowy w noc polarną z Magadanu do Oceanu Arktycznego rzeką Kołymą. 18-miesięczna ekspedycja, która ma za cel przebrniecie znacznych przestrzeni Dalekiej Północy: pieszo, na nartach, psim zaprzęgiem, skuterem oraz canoe zarówno latem jak i zimą.
Marcin Gienieczko
Rocznik 1978, z wykształcenia dziennikarz, z przeznaczenia podróżnik i fotograf. Z zamiłowania żeglarz. Jeden z najbardziej aktywnych obieżyświatów w Polsce. Należy do licznej rodziny wędrownych ptaków, które nie uległy jeszcze przesadnemu zmaterializowaniu wyobraźni. Niestrudzony organizator samotnych wypraw. Zaczynał od wędrówek po Bieszczadach i Tatrach. Organizował wyprawę rowerową „dookoła Polski”. Europę przemierzył wzdłuż i wszerz. Wspinał się w Hiszpanii i Rumunii. Samotnie przeszedł Pireneje od Morza Śródziemnego po Ocean Atlantycki. Konno przejechał północne rejony Mongolii. W takcie tej wyprawy dotarł do plemienia Tsataan ― ostatnich Indian Mongolii. Koleją transsyberyjską podróżował po Rosji. Kurdystan podziwiał wraz ze stacjonującym tam wojskiem tureckim. Wędrował po Tybecie. W Chinach dla prasy polskiej przygotowywał materiał o klasztorze Shaolin. W trakcie tego pobytu uczył się kung-fu i zgłębiał filozofię Zen. Fotografował amerykańsko-kanadyjską ekspedycję, która wchodziła od strony tybetańskiej północno-wschodnią granią na Mt. Everest. Syberię Przybajkalską przeszedł pieszo ― trzysta kilometrów przez rzeki, tajgę i góry. Tam rozpaczliwie modlił się do Boga. Zagubiony w tajdze walczył o przetrwanie. U boku syberyjskiego trapera i myśliwego opanował survival ― sztukę przetrwania. Przeżył wówczas chwile, które wycisnęły niezniszczalne piętno na jego charakterze. Stał się polskim Jackiem Londonem. Specjalistą od wypraw w tajgę. W Iranie był bezpodstawnie przetrzymywany w więzieniu. U wybrzeży Libii pływał na kutrach rybackich. Niczym Ernest Hemingway polował na ryby tygrysy: marliny i tuńczyki. Bajkał przepłyną wzdłuż zardzewiałym kutrem, pamiętającym czasy stalinowskie. Tam nauczył się pić z kubków wódkę. Poznał smak bogatego życia w Monte Carlo. Pontonem spłynął Wisłą. Wędrował przez zaspy Laponii w towarzystwie reniferów. Jednak jego największą miłością jest Daleka Północ. Pracował ciężko na wyskokosciach na Alasce. Tam też zarobil swoj pierwszy 1000$. Specjalizuje sie w fotografi outdoorowej. Samotnie spłynął pontonem rzekę Yukon, największą rzekę Alaski jako jeden z nielicznych Polaków. Zrobił to w 76 dni ― 3100 kilometrów dzikiej żeglugi. Indianie o wyprawie Marcina mówili: Long Way ― długa droga. Na pięciometrowym canoe przepłynął cały system rzeczny Mackenzie. Cztery tysiące kilometrów takimi rzekami jak Athabasca, Niewolnicza wraz gigantyczną Mackenzie. Swoje wyprawy relacjonował w programie „Pytanie na śniadanie” (TVP PR 2). Publikował swoje reportaże w magazynie gazety codziennej „Fakt”, magazynie „Żagle”. Przeprowadza na antenie Polskiego Radia Olsztyn rozmowy w swoim autorskim programie „Smak Życia” rekomendowanym przez polarnika Marka Kamińskiego. Interesuje się modą.
Więcej o autorze i projekcie, zdjęcia i relacje z wyprawy - na stronie Autora >
Fjord Nansen były głównym sponsorem sprzętowym ekspedycji. Fjord Nansen i sklepy HORYZONT były partnerami projektu.
| Ekspedycja „Pokonać Północ” - relacja po 1. etapie wyprawy |
|
Właśnie wróciłem do Polski. Zakończyłem pierwszy etap przeprawy z wyprawy seryjnej "Pokonać Północ". Czyli mojego cyklu ekspedycji na tą szerokość geograficzną.
Przemierzyłem Północną Norwegię na nartach oraz Finlandię. Również asystowałem dla mojego kolegi maszera z Norwegii Tore Figenschau, który wraz ze swoim zespołem do którego dołączyłem zajął bardzo wysokie w wyścigu - 29 miejsce na 58 startujących zawodników. Przeszedłem rzekę Karasjok - 167 km - gdzie na nartach dotarłem do Norweskiego Bieguna Zimna. Tam w 1999 r. zanotowano -52 stopnie C! Był to swoisty test, ostatni sprawdzian przed zimową wyprawą życia - przejściem rzeki Kołymy na Syberii.
Później wędrowałem w towarzystwie norweskich Lapończyków przez północne rubieże Norwegii - przez tundrę. Z racji takiej, że miałem problem wyjazdowy przez tel. satelitarny z którego relacjonowałem wyprawę dla TVP I Radia Kolor nie wpuszczono mnie gdyż podobno nie maiłem papieru na taki sprzęt. Bardzo dziwna sprawa gdyż po 16 minutach rozmowy - papierem miała się okazać kwota 800$! No cóż taki budżet maiłem na cały Półwysep Kolski i nie mogłem sobie pozwolić na wjazd bez grosza w kieszeni. Poza tym miałem obawy czy jakiś napotkany ,,milicjant" nie skonfiskuje mi sprzętu a on ma mi służyć na Syberii Jednym słowem trzeba mieć większy budżet z którego trzeba uciąć większą kwotę na "łapówki". Na szczęście nie wszyscy są tacy sami, i na to liczę na przyszłość. Choć trzeba wziąć wszystko pod uwagę, jeżeli cel chce się osiągnąć.
Mając we krwi demona włóczęgi postanowiłem przewędrować Północną Finlandię i obrałem kurs na wielkie jezioro Inarii. Przemierzyłem na nartach Północną Finlandię wraz z wilkiem jeziorem. W Finlandii znacznie więcej było śniegu. Tego mokrego, który przykleja się do fok. Czasami brodząc po kolana w śniegu, a czasami nawet po biodra przemierzałem wolno ciągnąc swoje 80 kg sanie, pocąc się jak szczur. Byłem zalany potem, zwłaszcza że temperatura nie była ekstremalna. Czasami nawet 0 stopni C, ale w większości-6 stopni C, w nocy -8 C. Kiedy przeszedłem jezioro Inarii i władowałem swój sprzęt w Ivalo dowiedziałem się, że na Półwyspie Kolskim totalna odwilż. Zdobyte informacje nie były zadawalające. Temperatura -1 stopień C, czasami 0 stopni C, a co za tym idzie rzeka Ponoj odmarzła, a wiec nici z wędrówki rzeką Ponoj. Ciepły prąd zatokowy z Morza Barentsa i Morza Białego ogrzał interior Półwyspu Kolskiego. Co robić? Wracać czy iść?
Decyzję podjąłem następnego dnia po upewnieniu się, że Ponoj już płynie. Postanowiłem, że będę realizował przeprawę przez Półwysep Kolski ale w czerwcu na swoim kajaku. Przepłynę rzekę Ponoj a później opłynę Półwysep Kolski. Taka decyzja jest najlepsza. Teraz kiedy siedzę w wygodnym fotelu jestem z niej bardzo usatysfakcjonowany bo była rozsądna. Przeszedłem Północną Norwegie, był wyścig psich zaprzęgów i doszło przejście Północnej Finlandii, jakby nie patrzeć kraju Dalekiej Północy. Czyli mieszczącego się w ramach ekspedycji "Pokonać Północ". Sporo mnie to wszystko kosztowało wysiłku fizycznego, finansowego ale cóż każda rzecz wielka sporo kosztuje tylko rzeczy łatwe i liche są proste". Nabrałem więcej doświadczeń przed Syberia, kulminacyjnym punktem seryjnej ekspedycji. Pierwszy etap ekspedycji uważam w 83 % zrealizowany. Łącznię przeszedłem na nartach 327 km, w towarzystwie zespołu z Norwegii w wyścigu psich zaprzęgów przeorałem 500km. Czyli niemalże tyle samo ile na Biegun Pół od strony Kanadyjskiej. Najtrudniejsza była przeprawa przez rzekę Karasjok. Czasami pokrywa lodowa kryla pod 2 metrowymi zaspami śniegu otwarte kanały wodne w które można było wpaść i pod lodem popłynąć. Temperatura za dnia sięgała -21 stopni a w nocy czasami nawet -27 C. Schudłem 8 kg.
Trudna była Finlandia, z głębokim śniegiem, czasami metrowe zaspy nie pozwalały zrobić więcej 3 km dziennie. Na szczęście na jeziorze Inarii jest dużo śladów skuterów śnieżnych Tymi szlakami się poruszałem. Nie było ich wiele ale jak natrafiłem mogłem jednego dnia zrobić 28 km! To był już wynik.
Nie sprawdziła się moja latarka z przedłużonym kablem. Zawsze mi ten kabel przeszkadzał gdzieś się plątał okręcał się na szyj niczym boa dusiciel. Jednak lepsza jest czołówka z bateria na głowię niż na kablu przy pasku. Udręka. Pękł stelaż w namiocie. Mimo ze namiot iście polarny Helsporta i rekomendowany przez polarników światowej sławy, czułem się w nim mało komfortowo. Wbrew pozorom mało miejsca, choć przedsionek dawał mi możliwość ogrzania namiotu. To wielki plus. Trzeba popracować nad szybkością rozkładania.
Tak wędrując myślę ,że jednak już tylko postało jedno miejsce na ziemi gdzie mróz trzyma 6 miesięcy w roku - to Kołyma, Światowy Biegun Zimna! Idąc, myślałem o Kołymie, o tym kluczowym etapie ekspedycji - ale to dopiero pod koniec roku.
Reasumując: 83% zrealizowanej przeprawy, został zrobiony reportaż o wyścigu psich zaprzęgów dla Forbesa, Playboya, Przeglądu, Poznaj Świat, Gazety Olsztyńskiej, również będą z pewnością zadowoleni moi sponsorzy.
Sprawdzony i przetestowany sprzęt przed Kołymą oraz w dobrym stylu przejście jeziora Inarii i rzeki Karasjok- najzimniejszego rejonu Norwegii.
Teraz plany są następujące jeżeli finanse pozwolą bardzo bym chciał zrealizować Półwysep Kolski w ramach ustaleń "Pokonać Północ" wczesnym latem, czyli od 1 do 26 czerwca. Od 24 lipca do 14 września będzie II etap ekspedycji: Kanada- pieszo oraz konno przez Góry Skaliste a później już tylko magiczna Syberia. Teraz czerwiec, znowu Rosja - Półwysep Kolski przeprawa gumowym kajakiem a później będzie istne pożegnanie z Kanadą, dwa miesiące przed wydaniem książki o Kanadzie - Góry Skaliste, wielkie przejście Ross River - Norman Wells.
Marcin Gienieczko
|
|
Ekspedycja „Pokonać Północ” - relacja po 2. etapie wyprawy |
|
No i się powiodło!!!
Jestem już w Murmańsku, największym mieście na Dalekiej Północy Rosji. Nareszcie przyszło lato. Wyprawa się powiodła w 100% tak jak chciałem, przepłynąłem łącznie 200 km rzeka Ponoj oraz 340 km Morzem Białym, pokonując 16 bystrzy między innymi bystrza Koilmak. W Korabielnoj Straż Przybrzeżna nie chciała mnie puścić dalej , ale wystąpiła u mnie tzw. "perswazja po rosyjsku", prosiłem, błagałem. Skłamałem że nie mam telefonu satelitarnego. Na tych wodach jest to zabronione. Niegdyś port był postojem dla łodzi podwodnych które wpływały na zatokę z Morza Barentsa teraz już tak nie jest, ale punkt kontrolny został. Rosyjska Straż Przybrzeżna patroluje wytrwale. Już myślałem że w ogóle się na nich nie natknę, chciałem cichaczem uciec, ale jest to niemożliwe. Płynąłem drugim brzegiem ujścia Ponoju, a rzeka w tym miejscu ma 2 km szerokości, była wysoka, 2-metrowa fala która zalewała kajak. Trawers był niemożliwy, tym bardziej że były odpływy i pływy które na Morzu Białym sięgają 3 metrów wysokości - woda podnosi się i opada o 3 metry. Wszystko to spowodowało, że nie mogłem dopłynąć na ich stronę. Ale i tak mnie drapnęli przez przypadek. Nocowałem na Krasnym Nosie to taki punkt przy ujściu rzeki Ponoj do Morza Białego. O 2-giej w nocy przypłynęli i powiedzieli że jestem na tych wodach nielegalnie. Naczelnik Straży Granicznej nakazał mnie zatrzymać a sprzęt zostawić. Tu zaczęła się "perswazja po rosyjsku". Z pomocą przyszedł mi „Inturist”, największa firma turystyczna, działająca na terenie Rosji. Miałem specjalne zezwolenie od dyr. generalnego z firmy „Inturist” z którym współpracuję już kilka lat. Wykonano kilka telefonów do Moskwy w sprawie mojej ekspedycji na Półwysep Kolski. Dzwoniono także do Szefa Służby Granicznej w Murmańsku. Masa telefonów i rozmów, i w końcu po 2 dniach byłem wolny. Mogę mówić o wielkim szczęściu, bo 3 lata temu szwedzką ekspedycję zawrócono a sprzęt został helikopterem przetransportowany do Murmańska. To tyle na temat zmagań z biurokracją.
Podczas płynięcia Morzem Białym woda zalewała kajak, czułem się jak w basenie. Raz mnie mało co nie wywróciła 3 metrowa fala bo znalazłem się w pasie fal przybojowych. Jako żeglarz wiem że to mały morderca na morzu, mowa o fali przybojowej, zwłaszcza że znajdowałem się w 3-metrowym gumowym kajaku. Morzem Białym pokonałem 340 km, co powiązane z rzeką jest wielkim wyczynem. Z polskich kajakarzy nikt nie dawał mi szans. Aleksander Doba który dopłynął dużym kajakiem z Polski do Narviku powiedział, że to porywanie się z motyką na księżyc. Ale zawsze sobie mówiłem, a nawet krzyczałem "Wiara jest moją siłą”, „Nie ma takiej siły która mogła mnie pokonać" - te słowa nasiąkały słoną wodą morską, którą cały czas miałem na ustach. Żeby było ciekawiej słona woda uszkodziła moją kuchenkę która przestała działać. Leciałem na suchym prowiancie popijając wodę z rzek które wpływały do Morza Białego. Zrobiłem, dopłynąłem, przepłynąłem !!! Jestem szczęśliwy.
Tak jak na samym początku napisałem - jestem w Murmańsku. „Inturist” Polska zarezerwowała mi w nagrodę hotel o najwyższym standardzie. Z Inturistem współpracuje od 2001 roku bardzo owocnie, dyr. Dariusz Wojtal zna mnie dobrze bo już z jego pomocą organizowałem wyprawę do źródeł Leny i dookoła Bajkału. W Rosji wielki szał, po pokonaniu Holandii w ćwierćfinale. Rosja oszalała, przypomniała sobie dawne czasy kiedy była zjednoczona. Szał jest od Kamczatki po Kaliningrad, tutaj na Półwyspie Kolskim ludzie również popadli w szaleństwo i mówią słowami: ,,Rosji nie można zrozumieć ale w Rosję trzeba wierzyć" Tacy są Rosjanie taka jest Rosja. Tylu życzliwych ludzi nigdy i w tak krótkim czasie nigdzie nie poznałem. To kraj wielu możliwości. Kiedy wszyscy czytali mój list z Inturistu, który informował o mojej ekspedycji jak i również o przebrnięciu Kołymy zimą na nartach, ich światopogląd zmienił się w ciągu kilku sekund. Nikt nie może zrozumieć po co to robię...myślę że to pytanie rodzi się we mnie... chyba po to żeby się dobrze poczuć jak w powieści Hemingwaya czy Londona na końcu tej przygody...
Marcin Gienieczko
| |