Sklepy Turystyczne Horyzont

Majówka 2007 z Międzyzdrojów na Hel rowerem! (relacja Tomka Kozaka z Olsztyna)

27.04.2007, piątek (wieczór)
Nasza podróż (konkretnie Łukasza) zaczęła się w Warszawie. Jak się okazało, Łukasz nie został wpuszczony do pociągu z powodu posiadania roweru (mimo że miał bilet na rower:). Musiał nieco zmienić plan podróży, ale spotkaliśmy się jeszcze w Szczecinie i razem już dotarliśmy do Międzyzdrojów. My (ja, Ewcia i Marcin) wyruszyliśmy z Gdańska i nie mieliśmy takich przygód jak Łukasz. Podróż szybko nam zleciała i szybko znaleźliśmy się w miejscu rozpoczęcia naszej przygody.

28.04.2007, sobota (rano)
Chwilę pojeździliśmy po Międzyzdrojach aż wreszcie trafiliśmy na zielony szlak rowerowy R10 (jak się potem okazało dobrze znany w internecie, głównie stronka www.ecf.com). Pod bramą wjazdową do Wolińskiego Parku Narodowego zjedliśmy śniadanko i w drogę! Wybór trasy był bardzo trafny, przyroda i napotykane krajobrazy były piękne. Poza tym, czas naszej wyprawy przypadł akurat na wystrzał wiosny, intensywna zieleń otaczała nas zewsząd i zachwycała swoją świeżą zielenią. Po opuszczeniu pięknych terenów Parku, kierowaliśmy na Dziwnów (szlak czerwony). Na wysokości Międzywodzia, podczas jazdy dość gęstym lasem, natrafiliśmy na małą przeszkodę – dzika. W zasadzie nie był taki mały i miał dwa młode, więc spokojnie się oddaliliśmy z jego terenu i małym kółkiem trafiliśmy na wyznaczony szlak. Na moście w Dziwnowie Marcinowi spadł łańcuch, niestety zablokował koło i skończyło się na wywrotce oraz niegroźnym przytarciu widelca. Na szczęście nic poważnego się nie stało i mogliśmy kontynuować jazdę. Potem trasy nie były już tak malownicze, ale na pewno nie nudziły. Natomiast grząski piasek okazał się bardzo niewygodny dla obciążonych sakwami rowerów i spowalniał nasz przejazd. Tego dnia zrywał się coraz silniejszy wiatr, zapowiadało się na załamanie pogody dlatego też w Niechorzy postanowiliśmy poszukać kwatery. Myślę, że jak na pierwszy dzień jazdy pokonaliśmy znaczną odległość, ale bez przemęczania organizmów. Było to ok. 64km

29.04.2007, niedziela
Plan zakładał, że wyjedziemy z Niechorza o godzinie 9 jednak troszkę się przedłużyło i gotowi do drogi byliśmy pół godziny później. Na szczęście chmury, które zebrały się poprzedniego dnia przegrały walkę z silnym wiatrem i niebo stawało się coraz czystsze. Jechało się trudno, niemal cały czas wiało nam prosto w twarz. Pedałowaliśmy zacięcie a mimo to rowery nie chciały za bardzo jechać. Trochę nas to męczyło i podczas jazdy przez teren starego lotniska, zrobiliśmy się głodni i wyczerpani, dobry czas na jogurt i czekoladę. Jak tylko opuściliśmy lotnisko, znalazło się piękne miejsce na ognisko, to był nasz dłuższy postój na obiad i odpoczynek. Zebraliśmy siły i ruszyliśmy w kierunku Mielna. Po drodze zatrzymaliśmy się w Gąskach i spytaliśmy księdza o nocleg. Po pewnym wywiadzie zgodził się nas przyjąć, mało tego, zapewnił nam kolację! Tego dnia przejechaliśmy 76km, nastał czas na sen.

30.04.2007, poniedziałek
Korzystając z okazji, że w Gąskach jest wysoka latarnia morska, zwiedziliśmy ją, czyli weszliśmy na jej szczyt, zrobiliśmy pamiątkowe fotki i podziwialiśmy widoki. Tego dnia trasa przebiegała pomiędzy Bałtykiem a nadmorskimi jeziorami. Wciąż jechało się ciężko, wiatr ciągle wiał nam w twarze wysuszając cerę. Wieczorem znowu promieniowaliśmy. Aby uzupełnić zapasy energii, zrobiliśmy sobie ognisko w lesie i nieco odpoczęliśmy. Na nocleg zajechaliśmy do Jarosławca, trafiła nam się przyczepa campingowa za 15zł/os. Jak się później okazało, było strasznie zimno, zapewne blisko 0 stopni Celsjusza. Przed snem zdążyliśmy jeszcze na zachód słońca i szybkie piwko na plaży. Tego dnia zrobiliśmy 75km.

01.05.2007 wtorek
Był dobry dzień! Na początku niezbyt ciepły, ale co najważniejsze – bezwietrzny. Sporo jechaliśmy szosami i dzięki temu mieliśmy niezłą średnią prędkość. W Ustce zatrzymaliśmy się na pyszny obiad i to właśnie tam, pogoda uśmiechnęła się do nas jeszcze bardziej, wyszło słońce i wiatr ucichł całkowicie. Jadąc na wschód od Ustki, natrafiliśmy na najpiękniejsze widoki całej podróży. Trasy były malownicze, ale też wymagające i czasem trzeba było bardzo uważać żeby nie spaść z klifu. Rowery często trzeba było prowadzić bo piasek był zbyt grząski a podjazdy za strome. Niestety mi i Łukaszowi wysiadły kolana dlatego ostatnie 15km trasy tego dnia było dla mnie utrapieniem. Dojechaliśmy do Rowów i tam postanowiliśmy przenocować. Wcześniej jednak odbyła się mała impreza na plaży, trochę pośpiewaliśmy i było bardzo przyjemnie. Przejechaliśmy 60km.

02.05 środa
Kolano niemal przestało mnie boleć, u Łukasza nieco gorzej, ale dzielnie dawał radę. Wjechaliśmy do pięknego Słowińskiego Parku Narodowego i znowu zacząłem żałować, że nie wziąłem lustrzanki. Następnym razem nie będę się wahał. Potem nastały nieco cięższe ścieżki, około 20km przez tereny bagienne czyli mnóstwo przeszkadzających owadów. Trasa była podmokła i ciężko było utrzymać odpowiednie tempo. Przed przeprawą przez bagna mieliśmy dodatkowego członka ekipy. Pewien piesek postanowił z nami biec. Przebiegł ok. 15km po czym znalazł kumpli i pozostał już z nimi. Tego dnia dojechaliśmy do Lubiatowa.

03.05 czwartek
Wyruszyliśmy najwcześniej w historii całej wyprawy, o 9:28. cel był jasny, dojechać do Helu na czas, tak żeby zdążyć na tramwaj wodny. Wiedzieliśmy, że jeden odpływa ok. 17, kolejny o 20:20. tempo mieliśmy niezłe, oczywiście poza grząskimi piaskami i odcinkiem przejazdu plażą (nie było to konieczne, ale chcieliśmy się sprawdzić w takich warunkach). Tego dnia nie było nawet czasu na obiad, jechaliśmy tak aby zdążyć na 17. ostatnie 30km mój rower przejechał w bólach porównywalnych do tych z mojego kolana. Jak się potem okazało, suport był do wymiany a przerzutki już nie do wyregulowania. Szczęśliwie dojechałem do Helu. Okazało się, że biletów na 17 już dawno nie było. Zatem nie było wyboru, musieliśmy wrócić później. Zostało nam sporo czasu, więc zjedliśmy pyszny obiad i nieco pospacerowaliśmy. Na promie zasnąłem ze zmęczenia. Było zimno a z Gdańska trzeba jeszcze było dojechać do Wrzeszcza. Zostawiliśmy mój rower u Ewy i tak dobiegł kres naszej wyprawy. Było pięknie i mimo wiatru oraz niezbyt wysokiej temperatury czy przemęczonych stawów uważamy, że było warto i szczerze polecamy taki wyjazd!

W razie pytań dot. wyjazdu, przygotowań itp. możecie do nas mailować na adres: tommy_pg@wp.pl. Mamy też kilka wizytówek z naszych noclegów, które możemy wam sfotografować i wysłać. Miłych wakacji!

Ewcia & Tomasz, Łukasz, Marcin