Sklepy Turystyczne Horyzont

Wyprawa TRANSPYRENEES 2009

 „Podróże uczą pokory. Wobec przyrody, innych ludzi i siebie. Ekstremalne podróże zmieniają człowieka jeszcze bardziej. Chyba na lepsze. I chyba na zawsze.”

Te słowa odkrywcy i podróżnika Jerzego Majcherczyka stały się inspiracją do powstania projektu wyprawy TRANSPYRENEES 2009.

O Pirenejach słyszał pewnie każdy, ale niewielu potrafi powiedzieć o nich coś więcej.
Ci którzy tam byli mówią, że to kraina gdzie szumią ogromne wodospady, konie swobodnie pasą się na łąkach, wioski wydają się być przeniesione z głębokiego średniowiecza, a górskie szczyty występują w każdej formie.

My świadomie rezygnując z wszelkich wygód i codziennych przyjemności, z perspektywą walki z przeciwnościami losu, nieprzewidywalnymi warunkami atmosferycznymi, a przede wszystkim z samym sobą ruszamy w Pireneje by przekonać się na własne oczy jak wygląda ten rzadko odwiedzany przez naszych rodaków zakątek Europy.

proroca1

Uczestnicy:

Artur Stokowski - 20 lat          

Student I roku geografii na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie mieszka w podwarszawskim Okuniewie. Od dziecka wiele czasu spędzał nad mapami planując swoje przyszłe podróże. Góry pierwszy raz zobaczył, gdy miał 9 lat, kiedy ojciec zabrał go w Sudety. Właśnie tam zaczęła się pasja która trwa  rozwija się do dnia dzisiejszego. Jego pierwszym większym przedsięwzięciem w górach było przejście całych Sudetów (2006), rok później  samodzielnie zorganizował i udał się w swoją pierwszą „wyprawę” przechodząc trasę z Bielska Białej do Ustrzyk Górnych wzbogacając ją o Tatry. Ostatnie wakacje spędził w Tatrach schodząc z plecakiem większość szlaków po obu stronach granicy.  Prowadzi aktywny tryb życia, uwielbia jazdę  na rowerze, biega, uprawia wspinaczkę.

Marcin Kaczyński - 22 lata

Absolwent ekonomii  PWSBiA oraz student geografii na Uniwersytecie Warszawskim. Od urodzenia mieszka w Oziemkówce (malowniczo położonej wsi w dolinie Wilgi w okolicach Garwolina), a w roku akademickim w Warszawie.

Jako mały chłopiec podróżował z rodzicami w przeciwnym niż południe Polski kierunku – nad Bałtyk. Jednak pokusa zasmakowania prawdziwej przygody była w nim bardzo silna. Jego pasją stał się rower. Największą jak do tej pory wyprawę rowerową odbył w ubiegłe wakacje, kiedy to samotnie przemierzył Skandynawię, przejeżdżając blisko 2 tys. km.

Góry nie były jego pierwszą miłością, do osiemnastego roku życia znał je tylko ze szkolnych wycieczek. Jednak otwarcie na nowe wyzwania sprawiło, że to właśnie one obok roweru stały się jego drugą pasją. Od tamtej pory, kiedy tylko nadarza się okazja staje przed trudnym wyborem – czy spakować sakwy rowerowe, czy ciężki plecak?

Charakterystyka regionu

Pireneje to łańcuch górski rozciągający się między Zatoką Biskajską, a Morzem Śródziemnym na przestrzeni 450km, tworzący naturalną granicę między Francją i Hiszpanią. To trzecie pod względem wysokości góry w Europie. Znajduje się tutaj ponad 100 szczytów przekraczających 3000m n.p.m. z najwyższą kulminacją Pico de Aneto (3404m n.p.m.). Ich nazwa wywodzi się prawdopodobnie z baskijskiej nazwy llene os oznaczającej Góry Księżycowe. Mimo położenia w południowej Europie klimat Pirenejów jest bardzo zróżnicowany, zależnie od rejonu. Występują tu obszary porośnięte bujnymi lasami z intensywnymi opadami, a także bardzo suche. Wysoko w górach, nawet latem, można trafić na przymrozek czy zamieć śnieżną. Zachowało się tutaj jeszcze kilka niewielkich lodowców, niestety naukowcy przewidują ich zaniknięcie w ciągu najbliższych pięćdziesięciu lat. Dzięki tak osobliwym warunkom możemy obserwować bogactwo endemicznej i reliktowej flory i fauny. Region Pirenejów jest słabo zaludniony, nie leży tam żadne duże miasto, także ważne drogi omijają góry od wschodu lub zachodu. Podstawą gospodarki jest pasterstwo, szczególnie koni i owiec, natomiast w dolinach uprawia się m.in. oliwki i winną latorośl, ośrodki turystyczne to zaledwie klika małych miejscowości, dzięki czemu ruch turystyczny jest bardzo słabo rozwinięty.

Cel wyprawy

Naszym celem jest piesze przejście łańcucha Pirenejów. Po drodze chcemy zdobyć kilka, a jeśli warunki (i siły) pozwolą może nawet kilkanaście ważniejszych szczytów  m.in. Pico de Aneto (3403m n.p.m.) – najwyższy szczyt pasma, Vignemale (3298m n.p.m.) – najwyższy szczyt części francuskiej Pirenejów czy Monte Perdido (3355m n.p.m.) – trzeci co do wysokości szczyt Pirenejów, którego nazwa wywodzi się z aragońskiej legendy.

Oczywiście długi trekking i zdobywanie szczytów to nie wszystkie założenia wyprawy, mamy zamiar odwiedzić też miejsca, które z różnych powodów zasługują na uwagę np. najwyższy wodospad Europy, słynny Kanion Ordesa  czy Dolinę Roncesvalles - legendarne miejsce śmierci rycerza Rolanda.

proroca1

Trasa

Droga będzie wiodła przez 3 kraje: Francję, Hiszpanię i Andorę. Rozpoczniemy ją w połowie lipca z francuskiego miasta Hendaye położonego nad Zatoką Biskajską, gdzie góry dosłownie wynurzają się z oceanu. Pierwszy etap będzie wiódł z wybrzeża do Cyrku Lescun przez Kraj Basków i Nawarrę i potrwa około tygodnia. Stamtąd zacznie się druga najdłuższa i najbardziej wyczerpująca, 4-tygodniowa część, prowadząca nieustannie przez wysokie góry często przekraczające 3 tys. m n.p.m.  Ostatni etap rozpocznie się ze szczytu Canigou (2784m n.p.m.). Będzie to zejście na coraz niższe wysokości, do brzegu Morza Śródziemnego, gdzie zakończymy trasę w maleńkim miasteczku Port Bou na granicy Francji i Hiszpanii. Cały trekking potrwa około 45 dni. W tym czasie będziemy mieć do pokonania około 900km między jednym, a drugim wybrzeżem oraz około 50km przewyższenia. Oprócz długości trasa stwarza problem zaopatrzenia, ponieważ będzie przebiegać przez obszary odludne, możliwość zakupu żywności będzie sporadyczna. Trudności mogą też wystąpić z dostępem do wody pitnej, często zanieczyszczonej przez wypasane zwierzęta, a w suchych rejonach trudnej do odnalezienia.

W Pirenejach istnieje stosunkowo gęsta sieć szlaków turystycznych, lecz są one oznaczane np. kopczykami z kamieni, czasem wcale, jedynie nieliczne szlaki są oznaczone jaskrawymi barwami widzianymi z daleka. Wymaga to ciągłej uwagi na trasie, szczególnie w miejscach rzadko uczęszczanych, gdzie przebieg ścieżki nie musi być jednoznaczny.

Fjord Nansen i sklepy HORYZONT wspierają ten projekt

zobacz galerię >
Rajd przygodowy ON-SIGHT Adventure Race - Wielkanoc 2009

Rajd przygodowy ON-SIGHT Adventure Race w Obornikach Wielkopolskich zakończył się uroczystością rozdania nagród w niedzielę o 9:00 w Hali Sportowej. Nagrody wręczała pani burmistrz Obornik Anna Rydzewska. W rajdzie wzięło udział 37 zespołów czwórkowych z całej Polski. Przygotowane dwie trasy o różnych stopniach trudności były wyzwaniem dla zespołów, doświadczonych startujących w największych światowych imprezach AR, ale wyzwanie podjęli również debiutanci w Adventure Race.

Zwycięzcy rajdu

Trasa długa (133 km) została pokonana przez zespół Nawigator w najkrótszym czasie 14 h 26 min. Na drugim miejscu uplasował się zespół team 360° z czasem 14 h 33 min, a za nim Speleo Salomon (14 h 51 min).

Limitem czasu przebycia długiej były 24 godzin.

Na podium trasy krótkiej (55 km) stanęły zespoły: AntyMaryna Team na 1 miejscu z czasem 05 h 39 min, 2 miejsce: nie rozumiem (05 h 57 min 25 s), 3 miejsce: Tchapayev Team (06 h 21 min 50 s). Limit czasowy dla trasy krótkiej wynosił 12 godzin.

Start trasy długiej

Każdy zespół otrzymał mapę rajdu na 5 minut przed startem!

Zawodnicy wystartowali z Rynku w Obornikach o godzinie 24.00 w piątek.

Najpierw biegli po terenie miasta Obornik, a dalej 27 km jechali rowerem górskim w Puszczy Noteckiej. W miejscu tzw. przepaku pozostawili rowery, aby pokonać trasę 27 km pieszo: biegiem lub trekkingiem.

Tuż przed godziną 3 w nocy pierwszy zespół dobiegł do pierwszego zadania specjalnego, zlokalizowanego na starym moście kolejowym w Stobnicy nad Wartą. Zadanie polegało na podejściu po linowej drabinie i zjeździe po linie za pomocą urządzenia alpinistycznego.

Zawodnicy powrócili do miejsca przepaku i tam ponownie wsiedli na rowery, aby przejechać odcinek 43 km. Odcinki były pokonywane przez zespoły w nocy.

Niestety pogoda nie sprzyjała: zimny wiatr i poranny przymrozek dawały w kość zawodnikom.


Kajakarstwo

Płynięcie pod prąd rzeką Wartą, przenoszenie kajaków do oczka wodnego obok Warty to tylko niektóre trudności, które musieli podjąć zawodnicy. Był to już 104 kilometr trasy. Na szczęście zespoły wykonywały zadania już za dnia. Pogoda się poprawiła, niebo się rozchmurzyło a słońce zaczęło troszkę przygrzewać.

Trekking po Puszczy Noteckiej oferował zawodnikom kolejną ekstremalną atrakcję: Drugie zadanie specjalne polegało na podejściu po przewieszonej linie przez rzekę Wełnę za pomocą urządzeń alpinistycznych.

Ostatnim etapem trasy było pływanie na Pływalni Oborniki. Zawodnicy pokonywali odcinek 1 km dowolnym stylem.

Do mety na Rynku w Obornikach dobiegło 13 zespołów z 16 startujących na trasie długiej.

Start trasy krótkiej

Po otrzymaniu mapy rajdu, 21 zespołów trasy krótkiej wyruszyło na trasę o godzinie 10.00 w sobotę z Rynku w Obornikach.

Po biegu na orientację po terenie miasta, trekkingu/biegu w Puszczy Noteckiej czekało na zawodników zadanie specjalne – przejście po moście linowym przewieszonym nad rzeką Wełną.

Ostatnim etapem rywalizacji był spływ z nurtem rzeki, do punktu kontrolnego i powrót do punktu wodowania, pod prąd rzeki Warty.

3 km wiosłowania zakończyło się przejazdem rowerem na Rynek.

Trasę krótką ukończyło 17 zespołów.

Wyniki wszystkich 37 zespołów, pełną punktację z poszczególnych etapów rajdu oraz relację ze zdjęciami można zobaczyć na stronie www.race.onsight.pl

Autorzy zdjęć: Ula Ziober, Aleksander Jasik, exmedio.pl

Fjord Nansen i sklepy HORYZONT były sponsorem zawodów

zobacz galerię >
Rok Wędrującego Życia 2007/08 (Stanisława Brzoski wyprawa dookoła świata)
Dla C. G. Junga idea ruchu po okręgu, idea krążenia, związana z wyobrażeniem mandali to zakreślenie świętego kręgu. Moje poruszanie sie wokół kuli ziemskiej będzie miało charakter nomadyzmu, ciągłego przemieszczania się. Nie będę pozostawał w jednym miejscu dłużej niż kilka dni. Z doświadczenia poprzednich wypraw wiem, że poruszanie się po obcym kulturowo i cywilizacyjnie obszarze wymaga ciągłej uważności, bycia tu-i-teraz we dnie i w nocy. To wyzwanie dla ciała i ducha... więcej>>>

Sławomir Brzoska, ur. 1967 r. w Katowicach.

Wykładowca w Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu.

Artysta – podróżnik, zrealizował wiele wypraw do Azji i Afryki.

W latach 2007-2008 zrealizował roczny projekt p.t. "Rok Wędrującego Życia" (początek w lipcu 2007 r.), podczas którego objechał samotnie kulę ziemską, odwiedzając 33 kraje na 5 kontynentach, przemierzając ponad 100 000 kilometrów. Wyprawa ta w dużej mierze miała charakter improwizowany a jej trasa zmieniała się w zależności od zastanych na miejscu sytuacji.

Więcej o projekcie - na stronie Autora >>>

Relacja z wyprawy - na blogu Autora >>> 

Fjord Nansen i sklepy HORYZONT były partnerami projektu

zobacz galerię >
Granice Bez Barier - Azja Środkowa 2008 (BRADZIAGA TEAM)
Granice Bez Barier - Azja Środkowa 2008
Na początku lata br. wyruszamy na drugą wyprawę z cyklu "Granice bez barier" - Azja środkowa 2008. W ciągu 2 miesięcy zamierzamy przebyć 16 - 18 tys. kilometrów przez Litwę, Łotwę, Rosję, Kazachstan, Kirgistan i Mongolię. Będziemy podróżować przebudowanym przez nas samochodem marki żuk. Auto wyposażone jest w napęd na 4 koła, reduktor, blokadę mostu, wyciągarkę. Jednostką napędową jest 3 litrowy diesel mercedesa współpracujący ze skrzynią biegów również mercedesa. Ekipę stanowić będzie 5 osób. Jeden z uczestników wyprawy jest osobą niepełnosprawną z I grupą inwalidzką. Oprócz podstawowego celu, przeżycia wielkiej przygody, poznania kultury ludów zamieszkujących te odległe tereny oraz kontaktów z dziką przyrodą, równie ważnym - równoległym celem jest uaktywnienie osób niepełnosprawnych i przełamanie stereotypowego myślenia o inwalidach. W edycji "Karpaty 2007" także brał udział niepełnosprawny uczestnik.

Więcej o projekcie, zdjęcia i relacje z wyprawy - na stronie ekspedycji >


Fjord Nansen był sponsorem sprzętowym ekspedycji.
Fjord Nansen i sklepy HORYZONT były partnerami projektu.

zobacz galerię >
Ekspedycja „Pokonać Północ” 2008 (Marcin Gienieczko)
Ekspedycja „Pokonać Północ”

Laponia - uczestnictwo w zawodach psich zaprzęgów,
Półwysep Kolski - trawers na nartach,
Kanada - trawers Gór Skalistych oraz spływ górską rzeką Pelly 1000 km w open canoe,
Syberia 2000 km na nartach - trawers zimowy w noc polarną z Magadanu do Oceanu Arktycznego rzeką Kołymą.
18-miesięczna ekspedycja, która ma za cel przebrniecie znacznych przestrzeni Dalekiej Północy: pieszo, na nartach, psim zaprzęgiem, skuterem oraz canoe zarówno latem jak i zimą.

Marcin Gienieczko

Rocznik 1978, z wykształcenia dziennikarz, z przeznaczenia podróżnik i fotograf. Z zamiłowania żeglarz. Jeden z najbardziej aktywnych obieżyświatów w Polsce. Należy do licznej rodziny wędrownych ptaków, które nie uległy jeszcze przesadnemu zmaterializowaniu wyobraźni. Niestrudzony organizator samotnych wypraw. Zaczynał od wędrówek po Bieszczadach i Tatrach. Organizował wyprawę rowerową „dookoła Polski”. Europę przemierzył wzdłuż i wszerz. Wspinał się w Hiszpanii i Rumunii. Samotnie przeszedł Pireneje od Morza Śródziemnego po Ocean Atlantycki. Konno przejechał północne rejony Mongolii. W takcie tej wyprawy dotarł do plemienia Tsataan ― ostatnich Indian Mongolii. Koleją transsyberyjską podróżował po Rosji. Kurdystan podziwiał wraz ze stacjonującym tam wojskiem tureckim. Wędrował po Tybecie. W Chinach dla prasy polskiej przygotowywał materiał o klasztorze Shaolin. W trakcie tego pobytu uczył się kung-fu i zgłębiał filozofię Zen. Fotografował amerykańsko-kanadyjską ekspedycję, która wchodziła od strony tybetańskiej północno-wschodnią granią na Mt. Everest. Syberię Przybajkalską przeszedł pieszo ― trzysta kilometrów przez rzeki, tajgę i góry. Tam rozpaczliwie modlił się do Boga. Zagubiony w tajdze walczył o przetrwanie. U boku syberyjskiego trapera i myśliwego opanował survival ― sztukę przetrwania. Przeżył wówczas chwile, które wycisnęły niezniszczalne piętno na jego charakterze. Stał się polskim Jackiem Londonem. Specjalistą od wypraw w tajgę. W Iranie był bezpodstawnie przetrzymywany w więzieniu. U wybrzeży Libii pływał na kutrach rybackich. Niczym Ernest Hemingway polował na ryby tygrysy: marliny i tuńczyki. Bajkał przepłyną wzdłuż zardzewiałym kutrem, pamiętającym czasy stalinowskie. Tam nauczył się pić z kubków wódkę. Poznał smak bogatego życia w Monte Carlo. Pontonem spłynął Wisłą. Wędrował przez zaspy Laponii w towarzystwie reniferów. Jednak jego największą miłością jest Daleka Północ. Pracował ciężko na wyskokosciach na Alasce. Tam też zarobil swoj pierwszy 1000$. Specjalizuje sie w fotografi outdoorowej. Samotnie spłynął pontonem rzekę Yukon, największą rzekę Alaski jako jeden z nielicznych Polaków. Zrobił to w 76 dni ― 3100 kilometrów dzikiej żeglugi. Indianie o wyprawie Marcina mówili: Long Way ― długa droga. Na pięciometrowym canoe przepłynął cały system rzeczny Mackenzie. Cztery tysiące kilometrów takimi rzekami jak Athabasca, Niewolnicza wraz gigantyczną Mackenzie. Swoje wyprawy relacjonował w programie „Pytanie na śniadanie” (TVP PR 2). Publikował swoje reportaże w magazynie gazety codziennej „Fakt”, magazynie „Żagle”. Przeprowadza na antenie Polskiego Radia Olsztyn rozmowy w swoim autorskim programie „Smak Życia” rekomendowanym przez polarnika Marka Kamińskiego. Interesuje się modą.

Więcej o autorze i projekcie, zdjęcia i relacje z wyprawy - na stronie Autora >

Fjord Nansen były głównym sponsorem sprzętowym ekspedycji.
Fjord Nansen i sklepy HORYZONT były partnerami projektu.

Ekspedycja „Pokonać Północ” - relacja po 1. etapie wyprawy

Właśnie wróciłem do Polski. Zakończyłem pierwszy etap przeprawy z wyprawy seryjnej "Pokonać Północ". Czyli mojego cyklu ekspedycji na tą szerokość geograficzną.

Przemierzyłem Północną Norwegię na nartach oraz Finlandię. Również asystowałem dla mojego kolegi maszera z Norwegii Tore Figenschau, który wraz ze swoim zespołem do którego dołączyłem zajął bardzo wysokie w wyścigu - 29 miejsce na 58 startujących zawodników. Przeszedłem rzekę Karasjok - 167 km - gdzie na nartach dotarłem do Norweskiego Bieguna Zimna. Tam w 1999 r. zanotowano -52 stopnie C! Był to swoisty test, ostatni sprawdzian przed zimową wyprawą życia - przejściem rzeki Kołymy na Syberii.

Później wędrowałem w towarzystwie norweskich Lapończyków przez północne rubieże Norwegii - przez tundrę. Z racji takiej, że miałem problem wyjazdowy przez tel. satelitarny z którego relacjonowałem wyprawę dla TVP I Radia Kolor nie wpuszczono mnie gdyż podobno nie maiłem papieru na taki sprzęt. Bardzo dziwna sprawa gdyż po 16 minutach rozmowy - papierem miała się okazać kwota 800$! No cóż taki budżet maiłem na cały Półwysep Kolski i nie mogłem sobie pozwolić na wjazd bez grosza w kieszeni. Poza tym miałem obawy czy jakiś napotkany ,,milicjant" nie skonfiskuje mi sprzętu a on ma mi służyć na Syberii  Jednym słowem trzeba mieć większy budżet z którego trzeba uciąć większą kwotę na "łapówki". Na szczęście nie wszyscy są tacy sami, i na to liczę na przyszłość. Choć trzeba wziąć wszystko pod uwagę, jeżeli cel chce się osiągnąć.

Mając we krwi demona włóczęgi postanowiłem przewędrować Północną Finlandię i obrałem kurs na wielkie jezioro Inarii. Przemierzyłem na nartach Północną Finlandię wraz z wilkiem jeziorem. W Finlandii znacznie więcej było śniegu. Tego mokrego, który przykleja się do fok. Czasami brodząc po kolana w śniegu, a czasami nawet po biodra przemierzałem wolno ciągnąc swoje 80 kg sanie, pocąc się jak szczur. Byłem zalany potem, zwłaszcza że temperatura nie była ekstremalna. Czasami nawet 0 stopni C, ale w większości-6 stopni C, w nocy -8 C. Kiedy przeszedłem jezioro Inarii i władowałem swój sprzęt w Ivalo dowiedziałem się, że na Półwyspie Kolskim totalna odwilż. Zdobyte informacje nie były zadawalające. Temperatura -1 stopień C, czasami 0 stopni C, a co za tym idzie rzeka Ponoj odmarzła, a wiec nici z wędrówki rzeką Ponoj. Ciepły prąd zatokowy z Morza Barentsa i Morza Białego ogrzał interior Półwyspu Kolskiego. Co robić? Wracać czy iść?

Decyzję podjąłem następnego dnia po upewnieniu się, że Ponoj już płynie. Postanowiłem, że będę realizował przeprawę przez Półwysep Kolski ale w czerwcu na swoim kajaku. Przepłynę rzekę Ponoj a później opłynę Półwysep Kolski. Taka decyzja jest najlepsza. Teraz kiedy siedzę w wygodnym fotelu jestem z niej bardzo usatysfakcjonowany bo była rozsądna. Przeszedłem Północną Norwegie, był wyścig psich zaprzęgów i doszło przejście Północnej Finlandii, jakby nie patrzeć kraju Dalekiej Północy. Czyli mieszczącego się w ramach ekspedycji "Pokonać Północ". Sporo mnie to wszystko kosztowało wysiłku fizycznego, finansowego ale cóż każda rzecz wielka sporo kosztuje tylko rzeczy łatwe i liche są proste". Nabrałem więcej doświadczeń przed Syberia, kulminacyjnym punktem seryjnej ekspedycji. Pierwszy etap ekspedycji uważam w 83 % zrealizowany. Łącznię przeszedłem na nartach 327 km, w towarzystwie zespołu z Norwegii w wyścigu psich zaprzęgów przeorałem 500km. Czyli niemalże tyle samo ile na Biegun Pół od strony Kanadyjskiej. Najtrudniejsza była przeprawa przez rzekę Karasjok. Czasami pokrywa lodowa kryla pod 2 metrowymi zaspami śniegu otwarte kanały wodne w które można było wpaść i pod lodem popłynąć. Temperatura za dnia sięgała -21 stopni a w nocy czasami nawet -27 C. Schudłem 8 kg.

Trudna była Finlandia, z głębokim śniegiem, czasami metrowe zaspy nie pozwalały zrobić więcej 3 km dziennie. Na szczęście na jeziorze Inarii jest dużo śladów skuterów śnieżnych Tymi szlakami się poruszałem. Nie było ich wiele ale jak natrafiłem mogłem jednego dnia zrobić 28 km! To był już wynik.

Nie sprawdziła się moja latarka z przedłużonym kablem. Zawsze mi ten kabel przeszkadzał gdzieś się plątał okręcał się na szyj niczym boa dusiciel. Jednak lepsza jest czołówka z bateria na głowię niż na kablu przy pasku. Udręka. Pękł stelaż w namiocie. Mimo ze namiot iście polarny Helsporta i rekomendowany przez polarników światowej sławy, czułem się w nim mało komfortowo. Wbrew pozorom mało miejsca, choć przedsionek dawał mi możliwość ogrzania namiotu. To wielki plus. Trzeba popracować nad szybkością rozkładania.

Tak wędrując myślę ,że jednak już tylko postało jedno miejsce na ziemi gdzie mróz trzyma 6 miesięcy w roku - to Kołyma, Światowy Biegun Zimna! Idąc, myślałem o Kołymie, o tym kluczowym etapie ekspedycji - ale to dopiero pod koniec roku.

Reasumując: 83% zrealizowanej przeprawy, został zrobiony reportaż o wyścigu psich zaprzęgów dla Forbesa, Playboya, Przeglądu, Poznaj Świat, Gazety Olsztyńskiej, również będą z pewnością zadowoleni moi sponsorzy.

Sprawdzony i przetestowany sprzęt przed Kołymą oraz w dobrym stylu przejście jeziora Inarii i rzeki Karasjok- najzimniejszego rejonu Norwegii.

Teraz plany są następujące jeżeli finanse pozwolą bardzo bym chciał zrealizować Półwysep Kolski w ramach ustaleń "Pokonać Północ" wczesnym latem, czyli od 1 do 26 czerwca. Od 24 lipca do 14 września będzie II etap ekspedycji: Kanada- pieszo oraz konno przez Góry Skaliste a później już tylko magiczna Syberia. Teraz czerwiec, znowu Rosja - Półwysep Kolski przeprawa gumowym kajakiem a później będzie istne pożegnanie z Kanadą, dwa miesiące przed wydaniem książki o Kanadzie - Góry Skaliste, wielkie przejście Ross River - Norman Wells.

Marcin Gienieczko

Ekspedycja „Pokonać Północ” - relacja po 2. etapie wyprawy

No i się powiodło!!!

Jestem już w Murmańsku, największym mieście na Dalekiej Północy Rosji. Nareszcie przyszło lato. Wyprawa się powiodła w 100% tak jak chciałem, przepłynąłem łącznie 200 km rzeka Ponoj oraz 340 km Morzem Białym, pokonując 16 bystrzy między innymi bystrza Koilmak. W Korabielnoj Straż Przybrzeżna nie chciała mnie puścić dalej , ale wystąpiła u mnie tzw. "perswazja po rosyjsku", prosiłem, błagałem. Skłamałem że nie mam telefonu satelitarnego. Na tych wodach jest to zabronione. Niegdyś port był postojem dla łodzi podwodnych które wpływały na zatokę z Morza Barentsa teraz już tak nie jest, ale punkt kontrolny został. Rosyjska Straż Przybrzeżna patroluje wytrwale. Już myślałem że w ogóle się na nich nie natknę, chciałem cichaczem uciec, ale jest to niemożliwe. Płynąłem drugim brzegiem ujścia Ponoju, a rzeka w tym miejscu ma 2 km szerokości, była wysoka, 2-metrowa fala która zalewała kajak. Trawers był niemożliwy, tym bardziej że były odpływy i pływy które na Morzu Białym sięgają 3 metrów wysokości - woda podnosi się i opada o 3 metry. Wszystko to spowodowało, że nie mogłem dopłynąć na ich stronę. Ale i tak mnie drapnęli przez przypadek. Nocowałem na Krasnym Nosie to taki punkt przy ujściu rzeki Ponoj do Morza Białego. O 2-giej w nocy przypłynęli i powiedzieli że jestem na tych wodach nielegalnie. Naczelnik Straży Granicznej nakazał mnie zatrzymać a sprzęt zostawić. Tu zaczęła się "perswazja po rosyjsku". Z pomocą przyszedł mi „Inturist”, największa firma turystyczna, działająca na terenie Rosji. Miałem specjalne zezwolenie od dyr. generalnego z firmy „Inturist” z którym współpracuję już kilka lat. Wykonano kilka telefonów do Moskwy w sprawie mojej ekspedycji na Półwysep Kolski. Dzwoniono także do Szefa Służby Granicznej w Murmańsku. Masa telefonów i rozmów, i w końcu po 2 dniach byłem wolny. Mogę mówić o wielkim szczęściu, bo 3 lata temu szwedzką ekspedycję zawrócono a sprzęt został helikopterem przetransportowany do Murmańska. To tyle na temat zmagań z biurokracją.

Podczas płynięcia Morzem Białym woda zalewała kajak, czułem się jak w basenie. Raz mnie mało co nie wywróciła 3 metrowa fala bo znalazłem się w pasie fal przybojowych. Jako żeglarz wiem że to mały morderca na morzu, mowa o fali przybojowej, zwłaszcza że znajdowałem się w 3-metrowym gumowym kajaku. Morzem Białym pokonałem 340 km, co powiązane z rzeką jest wielkim wyczynem. Z polskich kajakarzy nikt nie dawał mi szans. Aleksander Doba który dopłynął dużym kajakiem z Polski do Narviku powiedział, że to porywanie się z motyką na księżyc. Ale zawsze sobie mówiłem, a nawet krzyczałem "Wiara jest moją siłą”, „Nie ma takiej siły która mogła mnie pokonać" - te słowa nasiąkały słoną wodą morską, którą cały czas miałem na ustach. Żeby było ciekawiej słona woda uszkodziła moją kuchenkę która przestała działać. Leciałem na suchym prowiancie popijając wodę z rzek które wpływały do Morza Białego. Zrobiłem, dopłynąłem, przepłynąłem !!! Jestem szczęśliwy.

Tak jak na samym początku napisałem - jestem w Murmańsku. „Inturist” Polska zarezerwowała mi w nagrodę hotel o najwyższym standardzie. Z Inturistem współpracuje od 2001 roku bardzo owocnie, dyr. Dariusz Wojtal zna mnie dobrze bo już z jego pomocą organizowałem wyprawę do źródeł Leny i dookoła Bajkału.
W Rosji wielki szał, po pokonaniu Holandii w ćwierćfinale. Rosja oszalała, przypomniała sobie dawne czasy kiedy była zjednoczona. Szał jest od Kamczatki po Kaliningrad, tutaj na Półwyspie Kolskim ludzie również popadli w szaleństwo i mówią słowami: ,,Rosji nie można zrozumieć ale w Rosję trzeba wierzyć" Tacy są Rosjanie taka jest Rosja. Tylu życzliwych ludzi nigdy i w tak krótkim czasie nigdzie nie poznałem. To kraj wielu możliwości. Kiedy wszyscy czytali mój list z Inturistu, który informował o mojej ekspedycji jak i również o przebrnięciu Kołymy zimą na nartach, ich światopogląd zmienił się w ciągu kilku sekund. Nikt nie może zrozumieć po co to robię...myślę że to pytanie rodzi się we mnie... chyba po to żeby się dobrze poczuć jak w powieści Hemingwaya czy Londona na końcu tej przygody...

Marcin Gienieczko

zobacz galerię >
Winter Challenge 2004

Z relacji na żywo:

"19:40 6.03.2004

LION WINTER CHALLENGE 2004
TRASĘ EXTREME JAKO PIERWSZY POKONAŁ ZESPÓŁ
FJORD NANSEN TEAM GDYNIA
GRATULACJE!!!

Na mecie pojawili się o 18:15."

Nasza drużyna pokonała trasę w rewelacyjnym czasie 57 h 15 min!

zobacz galerię >
Winter Challenge 2003

NASZA DRUŻYNA WYGRAŁA!

Po 22 godzinach i 49 minutach na mecie jako pierwsi pojawili się Mirosław Szczurek i Tomasz Boba z Fjord Nansen Team A.

Ogromny pech spotkał druga z naszych drużyn. Prowadziła, ale po 4 godz. aktywnego uczestnictwa musiała wycofać się z rywalizacji. Przyczyną przerwania wyścigu było pęknięcie przerzutki w rowerze.

Zwycięzcom gratulujemy!

zobacz galerię >