Kilka lat temu wybrałam się na pierwszy samotny wypad w góry - był to maj i nie pachniała Saska Kępa, po prostu tak się pięknie ułożyło. Miał być to jednorazowy wypad w Tatry, ale "pech" chciał, że złapałam przysłowiowego bakcyla i kolejne wyjazdy zaplanowałam na lipiec, wrzesień i październik. Z czterech wyjazdów w jednym roku właśnie te dwa jesienne były okraszone tak pięknymi widokami, pogodą, pustkami na szlakach, że z wszystkich czterech pór roku jesień odbiła już chyba na zawsze najmocniejsze piętno na sercu. A zaraz potem zima...
W tym artykule przedstawię Wam totalnie subiektywne refleksje, informacje i tipy na jesienne wyjazdy - wszystko okraszone moimi zdjęciami, własnymi doświadczeniami, których troszkę jest - na tyle żeby pokazać Wam tzn. "do and don’t" odnośnie jesiennych wyjazdów.
Jak wygląda jesień w górach? Tatry a inne polskie góry
Przygodę z górami zaczęłam od Tatr, ze względów logistycznych - podróż z Warszawy zajmuje najmniej czasu a jadąc na weekend każda godzina jest cenna. Wiadomym jest, że chcąc w Tatrach odpocząć i nie rozpychać się łokciami na szlakach, powinniśmy omijać sezon wakacyjny, ale także studencki wrzesień, celując bardziej w terminy październikowe.
Prawda jest taka, że pogoda tatrzańska w wakacje często ma niewiele wspólnego z typowym latem - w partiach nizinnych będziemy szli w T-shircie ciesząc się słońcem a na wysokości 1700-1900 m. np.p.m. ubierzemy już często softshell i czapkę. Nawet jeśli będzie upał i tzw. lampa, zimne podmuchy wiatru na grani potrafią nieźle przewiać nerki.
Z mojego jesiennego chodzenia to, co utkwiło mi w pamięci to piękne słońce, mniej zmian pogody w ciągu dnia i przyjemniejsza temperatura do wędrówek. O tej porze roku prawdopodobieństwo burz jest małe, muszą istnieć bardzo sprzyjające warunki żeby nastąpiło tak nagłe załamanie pogody, a wtedy i tak burze są mniej groźne niż w sezonie letnim.
Jeśli mam być szczera, najpewniejsza pogoda w górach jest dla mnie właśnie jesienią. Nigdy nie spotkałam ulewnego deszczu - a mówię o ponad 20 wyjazdach o tej porze roku. Więc albo mam szczęście, albo coś w tym jest. Najczęściej trafiałam na pogodę podeszczową, więc błoto tak czy siak mi towarzyszyło ale nie było tak dokuczliwe jak ulewy w trakcie wędrówki. Zazwyczaj jednak szłam w słońcu, rozkoszując się czerwienią i rudością na zboczach i w lasach.

Wracając do opadów - w Tatrach mamy dwa rodzaje mokrego podłoża - mokra skała albo mokra gleba, czyli po prostu błoto. W Tatrach Wysokich ze względu na dużą ilość skał, po których woda spływa, zamiast wsiąkać od razu w glebę, błota na szlakach będzie mniej niż w Tatrach Zachodnich. Po dużych opadach mogą tworzyć się rwące nieraz potoki na szlakach, co oznacza dla nas konieczność brodzenia w wodzie przez dłuższe odcinki trasy - to mnie spotkało na Słowacji idąc Magistralą na Batyżowiecki Staw. Trzeba być zatem przygotowanym na dużo, dużo wody i błota - ale o tym za chwilę.

Większymi minusami niż deszcze i wilgoć, są dla mnie krótki dzień i szybko wraz ze zmierzchem spadająca temperatura. W listopadzie w Tatrach zaczyna się zima - nawet jeśli śniegu jest mało, to w Tatrach Wysokich może być mocne oblodzenie w wyższych partiach. Nadal jednak jest to świetna pogoda na wycieczki w Tatry Zachodnie, niższe partie w Tatrach Wysokich - spokojnie damy radę wejść na Karb od Zielonej Doliny Gąsienicowej, do Doliny Pięciu Stawów Polskich czy na Szpiglasowy Wierch (przy zachowaniu ostrożności).
Tak samo otworem stoją przed nami Tatry Słowackie - z zastrzeżeniem, że od 1 listopada szlaki powyżej schronisk są zamykane, ale nawet trasy do słowackich schronisk są nieraz na tyle wymagające, że zmęczą nas podobnie jak niejeden przysłowiowy Grześ...

Z czasem zaczęłam jeździć w inne góry - postawiłam na pasmo Gorców i Beskid Sądecki. Tam jesień w górach może być diametralnie różna niż w Tatrach. Beskidy traktowane całościowo, jako grupa pasm górskich różnią się między poszczególnymi pasmami budową a zatem warunkami, jakie spotkamy na szlaku. Gdy w listopadzie w Tatrach zalega już śnieg, na Jaworzynie Krynickiej czy pod Turbaczem mamy nadal piękną, złotą jesień, na szlakach brak żywego ducha, nic tylko spakować plecak na wędrówkę i cieszyć się pięknem polskich gór.
Tym, co jeszcze różni inne pasma górskie od Tatr jesienią to nawierzchnia szlaku. Na przykładzie najbardziej rozległej grupy górskiej w Polsce, Beskidów, możemy zauważyć, że tu szlaki górskie charakteryzuje kilka cech. W większości Beskidów ze względu na czynną gospodarkę leśną spotkamy mocno zabłocone szlaki po zrywce i zwózce drewna, stoki poprzecinane rynnami i koleinami po pracach leśnych, w których zalega błoto a po opadach spływają potoki. Bardzo często natkniemy się na młaki, czyli (wg definicji Lasów Państwowych) - "miejsce zabagnione występujące w lokalnych zagłębieniach, wysiękach wód gruntowych i źródliskach" - często gleba nie nadąża z wchłanianiem ogromnych ilości opadów i w efekcie mamy ogromne place błota w naturalnej postaci, często jeszcze rozjeżdżonego przez samochody. Dodajmy do tego brak udogodnień znanych z tatrzańskich czy sudeckich szlaków, jak na przykład drewniane żerdzie ułożone w stopnie jak np. na Gęsią Szyję, kamienne schodki czy wyłożone kamieniami chodniki jak na Magistrali Tatrzańskiej czy Ceprostradzie, czy wreszcie drewniane schody, jak na ścieżce nad reglami pod Giewontem. W Beskidach tego typu zagospodarowanie szlaków możemy spotkać w zasadzie wyłącznie na terenie Babiogórskiego Parku Narodowego oraz od niedawna na połoninach w Bieszczadach Wysokich.
W Beskidach nie ma wysokich skał, przeważają za to lasy, co dla niektórych stanowi powód do marudzenia (bo brak widoków), dla innych zaś wyzwanie dystansowe, ponieważ wędrówki po Beskidach to wielogodzinne wyrypy kondycyjne. Tutaj sprawdzi się raczej dobre przygotowanie wytrzymałościowe niż umiejętności techniczne.

W Beskidach czy w Gorcach też czasem będzie mokro i chłodno w lasach, za to możemy przy odrobinie szczęścia liczyć nawet w listopadzie - tak jak na załączonych zdjęciach z Beskidu Sądeckiego - na piękne słońce i przyjemne rześkie powietrze. Nie musimy bać się oblodzeń, nagłych kilkudziesięciocentymetrowych opadów śniegu, zagrożenia lawinowego (z wyjątkami). Nawet jeśli spadnie śnieg, a my nie możemy - lub nie chcemy - rezygnować z wyjazdu - wystarczy, że na jesienne wędrówkę dopakujemy raczki do plecaka i możemy spokojnie ruszać w trasę. Pomijam obowiązkowy element ekwipunku jakim jest szeroko pojmowany rozsądek...

Czy trudno się chodzi jesienią po górach?
Częściowo odpowiedziałam na to pytanie wyżej, ale wypunktujmy sobie - na jakie utrudnienia musimy zwrócić uwagę jesienią, bez względu na to w jakie góry jesienią wybieramy.
- krótki dzień – w połowie października słońce zachodzi ok. godziny 18:00, w połowie listopada – ok. godziny 16:00, co daje nam dwie godziny mniej dnia na szlaku, a to sprawia, że musimy planować krótsze trasy, albo takie żeby po zmroku znaleźć się w bezpiecznym, w miarę płaskim terenie (np. na sławetnym asfalcie z Morskiego Oka);
- komunikaty pogodowe - obserwujmy je bardziej uważnie niż latem, ponieważ nie tylko w Tatrach, ale np. na Babiej Górze wcześniej może pojawić się śnieg, a co za tym idzie - zagrożenie lawinowe i konieczność przepakowania plecaka z opcji jesiennej na zimową;
- dużo, duuużo błota - zwłaszcza w Beskidach - czas planowanych przejść może się przedłużyć, a wędrówka nie być przyjemna;

- niska temperatura - mimo tego, co pisałam o stabilnej pogodzie - w niektórych miejscach zimno, zwłaszcza rankiem, potęgowane przez wiatr może nas zaskoczyć;
- zamknięcie niektórych szlaków - ze względu na warunki pogodowe, ścinkę drzew, ochronę przyrody - sprawdzajmy komunikaty parków narodowych/krajobrazowych przed wyjściem w góry;
- nieodpowiedni ubiór - miejmy w plecaku dodatkowe warstwy, ciepłe rękawiczki, czapkę, ogrzewacze do ciała, termos z gorącym napojem;
- mniej turystów na szlakach - osobiście uważam to za plus, bo jestem górskim odludkiem, ale jeśli czujemy się bezpieczniej wśród ludzi, wybierajmy szlaki bardziej popularne jesienią (Babią Górę, Tarnicę, Radziejową, Czerwone Wierchy - tam mamy większą szansę kogoś spotkać „w razie ‘W’”).

Jakie buty zabrać w góry jesienią?
Podstawowa odpowiedź brzmi - wygodne! A mówiąc poważnie - but musi być odpowiednio dobrany, nie może uciskać - ale to już temat na inny artykuł. To, co jesienią jest najistotniejsze - buty muszą być wodoodporne! Jest to o wiele istotniejsze, niż latem, gdyż w Sudetach, Beskidach czy Bieszczadach membrana będzie mocno pracować, więc warto zainwestować w buty z dobrymi parametrami wodoodporności.
Wysokość cholewki standardowo uwarunkowana powinna być stanem naszych stawów, przebytymi urazami, skłonnościami do skręceń kostki, ciężarem naszego plecaka, ale nie tylko. Drugim najważniejszym poza naszymi warunkami fizycznymi kryterium są warunki techniczne trasy.

Jeśli wybieramy się w pewny, suchy teren z dużą ilością skały i technicznych podejść - można pomyśleć o butach podejściowych, nieobciążających swym ciężarem i dającym swobodę ruchu.
Wysokie buty w góry sprawdzą się natomiast w każdych warunkach - bez względu na to czy jest błoto, czy suchy piarg. W przeważających przypadkach będziemy mieli do czynienia z tym pierwszym, więc bezpieczniej jest zabrać wysokie buty - niewiele wtedy może nas zaskoczyć po drodze.
To, co jest czasem pomijane, to temperatura - w wyższych butach nie powinniśmy zmarznąć tak jak w niskich, a jak wspominałam - jesienny wiatr potrafi - nomen omen - dać w kość, czy raczej w kostki.
CZYTAJ TAKŻE:
Jak się ubrać na jesień w górach?
Jesień w górach to mroźne poranki, po których nasze ciało rozgrzewa się od aktywności, na zmianę wychodzimy na słońce i na wietrzną grań albo wędrujemy wilgotnym lasem, pocimy się, owiewa nas zimne powietrze, i tak na okrągło.
Jak zatem ubrać się żeby nie zmarznąć i nie przegrzać? Standardowa zasada brzmi - musimy się ubierać warstwowo. Co bardzo ważne - każda z warstw musi być oddychająca. Nie zakładajmy bawełnianych koszulek, bluz dresowych, casualowej odzieży, bo najczęściej nie ma ona żadnych właściwości oddychających.
Dla Pań wskazówka z własnego doświadczenia - zainwestujmy w biustonosz sportowy i bokserki, najlepiej bezszwowe - znacząco poprawi to komfort naszego ciała.
W zależności od naszej indywidualnej termiki, o tej porze roku możemy założyć już bieliznę termoaktywną, albo chociaż oddychający T-shirt. Ja jako zmarźluch na późno październikowe, listopadowe wyjazdy, przy temperaturze około 5-8 stopni Celsjusza, zakładam komplet bielizny termoaktywnej Brubeck Dry. Sprawdza się rewelacyjnie, świetnie oddycha i utrzymuje tyle ciepła ile trzeba.
Warstwa druga, pośrednia to polar, bluza techniczna albo sweter puchowy (raczej w Tatry i Karkonosze, Babią Górę). Rynkowa oferta drugiej warstwy odzieży, tzw. midlayer, jest tak bogata, że bez problemu znajdziemy coś dla siebie. Możemy zainwestować w różnej grubości klasyczny polar - tutaj moja wskazówka: celujmy w bluzę rozpinaną na całej długości, ponieważ oddychalność jest lepsza niż wersji half-zip, czyli z suwakiem do połowy długości. Innym rozwiązaniem są wszelakiego typu bluzy techniczne, np. Nexus brytyjskiej firmy Rab czy Coefficient Lt Hybrid Hoody amerykańskiej firmy Black Diamond - są to bluzy cieńsze, o innej strukturze materiału niż klasyczny polar, z dużą ilością stretchu i wewnętrzną warstwą ocieplającą; dają jednak sporo ciepła i oddychają lepiej niż tradycyjne polary.

Swetry puchowe, czyli cienkie "puchówki", to dobra opcja na warunki tatrzańskie, gdy potrzebujemy solidnej ochrony przed zimnem i przeszywającym wiatrem. Tutaj z doskonałym rozwiązaniem przychodzą firmy Jack Wolfskin i Rab - ich swetry puchowe mają zewnętrzną powłokę uszytą z materiału Pertex Quantum, którą cechuje wysoka wiatroodporność i nienasiąkliwość. Natomiast w softshellach Jack Wolfskin stosowana jest technologia Stormlock (od niedawna pod nową nazwą TexaShield), która nadaje nadaje matreiałom softshellowym odpowienią wiatroodporność, czyli zapobiega wychładzaniu od przenikliwego wiatru. To skuteczne rozwiązanie, gdy nie potrzebujemy membrany, a właśnie softshella, jednocześnie dającego ocieplenie - jesteśmy lżejsi o jedną warstwę i jest nam nadal cieplutko. Przetestowane przez niżej podpisaną zmarźluszkę.
Jeśli chodzi o dolną warstwę - zasada jest podobna: legginsy termoaktywne + cienkie softshellowe spodnie, najlepiej, jeśli będą miały choć minimalną ilość stretchu co poprawi nam swobodę ruchów (zwłaszcza na podejściach). Alternatywnie: jedna warstwa grubszych spodni.
Obowiązkowym uzupełnieniem będą porządne, ciepłe skarpety! Osobiście polecam Smartwoole - są wyjątkowo miłe dla skóry, nie odparzają, ściągacz jest przyjemnie delikatny dla opuchniętych łydek, posiadają też do wyboru kilka stopni grubości. Moje stopy są od lat zadowolone!

Ważne - przy wyborze skarpet zapomnijmy o bawełnie, frotte, skarpetach tenisowych i metodzie - po dwie pary skarpet. Jedyne, co "osiągniemy" to sparzone stopy ugniecione pod ciasnym materiałem i pogorszone ukrwienie. W takim podwójnym pancerzu skóra nie ma którędy odprowadzać wilgoci i w efekcie wypracujemy sobie odciski i pęcherze.
Jedyna rozsądna wersja dwóch par skarpet to liner z wełny merino - czyli cienka niewzmacniana (gładka) skarpeta pełniąca taką samą rolę jak koszulka czy legginsy termoaktywne PLUS skarpeta merino/alpaka/syntetyk. W ten sposób stopy są docieplone, a skarpeta trekkingowa stanowi docieplenie.
Co jesienią spakować do górskiego plecaka?
Jesień jest dla naszego organizmu wymagającą porą roku, dlatego plecak musi być solidnie wyposażony w zapasową odzież w góry ale nie tylko. Co zatem powinno się znaleźć w naszym ekwipunku?
- zapasowe skarpety;
- stuptuty - najlepiej z membraną, ale możemy wybrać wersję ekonomiczną z powłoką wodoodporną tak jak w ofercie Milo;
- termos z gorącym napojem;
- termos na jedzenie - jeśli nie mamy po drodze schroniska, warto pomyśleć o gorącym obiedzie z domu lub daniu liofilizowanym;
- wielofunkcyjna chusta typu Buff - mój nieodłączny element jesiennego stroju w góry bez względu na porę roku - jesienią wybieram serię Buff Dryflx, poza ciepłem, daje dobrą ochronę przed wiatrem;
- czapka - nawet cienka - jak wyżej wspomniany Dryflx albo alternatywnie Brubeck - jesienią sprawdzają się idealnie;

- dodatkowa bluza - jeśli będzie nam za ciepło/zimno, fajnie jest mieć alternatywę ;
- rękawiczki - cienkie w zupełności wystarczą na jesienne zimno, o grubszych myślę gdy zaczyna się pora śnieżna ;)
- NAŁADOWANA czołówka - obowiązkowy element bezpieczeństwa w górach;
- folia NRC - jeśli nie przyda się nam, czasem może pomóc komuś spotkanemu na szlaku w kryzysowej sytuacji;
- elektrolity - osobiście często mam przy sobie, zwłaszcza przy długich dystansowo wędrówkach .
Gdzie najlepiej pojechać w góry jesienią?
Tak naprawdę - jest kilka punktów, które nas ograniczają a zależą od nas samych - czas, budżet, umiejętności, kondycja i chęci.
Jeśli mamy kondycję kanapowicza, wybierzmy się w teren z krótszymi szlakami z niewielkimi przewyższeniami na przykład:
- na Wielką Sowę z Przełęczy Sokolej (Góry Sowie);
- w Tatrach: szlak z Wierchu Poroniec na Rusinową Polanę, a jeśli fantazja nas poniesie, można wejść na Gęsią Szyję z pięknymi widokami na Tatry Bielskie i Wysokie;
- na Maciejową, czerwonym szlakiem z Rabki - przepiękny spacer, który można kontynuować dalej na Stare Wierchy i Turbacz (Gorce)
- szlaki w Górach Świętokrzyskich;
- Bacówka w Bartnem, Magura Małastowska - od Wołowca w Beskidzie Niskim
Jeśli zaś chodzimy po górach w miarę regularnie, a naszej formie niewiele można zarzucić, można wybrać trudniejsze, dłuższe szlaki, których w całej Polsce, w sąsiednich Czechach i Słowacji są tysiące. Pamiętajmy jednak o jednym - dobierajmy trasę do panujących i spodziewanych warunków, bądźmy wyposażeni w odpowiedni sprzęt, kondycję fizyczną i rozsądek. Odpuśćmy, jeśli warunki ulegną pogorszeniu nawet jeśli mamy kawałek do szczytu/miejsca docelowego - życie mamy tylko jedno, góry poczekają! W ostatnich sezonach mamy tragiczną serię ofiar gór - pamiętajmy o tym ruszając na wędrówkę





