Narty moja pasja! Jak to się wszystko zaczęło...

Narty moja pasja! Jak to się wszystko zaczęło...

Spis Treści

    Na nartach jeżdżę od dziecka,  już nie wyobrażam sobie zimy bez desek. W dzieciństwie, całą rodziną, przede wszystkim jeździliśmy w polskie góry. Pamiętam srogie zimy, ale i brak śniegu w ferie. Zdarzały się takie sezony. Wówczas chyba najbardziej natrudzili się moi Rodzice, którzy obładowani swoim sprzętem narciarskim, dodatkowymi rzeczami dla mnie i siostry, kanapkami i termosami, rzeczami na zmianę, z ciężkim plecakiem na plecach, uczyli nas jeździć… Nie było depozytów, szafek, więc jeżeli od miejsca noclegowego było dość daleko, to najpotrzebniejsze rzeczy pakowało się ze sobą.

    - CZYTAJ TAKŻE -

    Karpacz, rok 1987 (album rodzinny)

    POCZĄTKI

    Czasy były takie, że technologia jeszcze nie rozwinięta, o bieliźnie termoaktywnej nikt w Polsce nie słyszał, więc trochę się dźwigało na plecach ;). Śniegowce Relaksy, testowane kolejno przez moją siostrę, potem przeze mnie, dużo przetrwały podczas zimowych ferii. Zbyt duże kurtki, czy spodnie, wówczas zupełnie nie miały znaczenia. Liczył się wyjazd i przygody, które czekały na nas w górach! Moda i funkcjonalność była wtedy mało ważna. Pamiętam, jak zdarzało się, że od 05:00 rano stawaliśmy w kolejce na Kasprowy, żeby wjechać wyciągiem… Monstrualne kolejki pod wyciągami, w schroniskach nieprzyjemna obsługa, a do tego często brak możliwości skorzystania z toalety, albo wygórowana cena za nią . Często rezygnowaliśmy ze stania w kolejce i po prostu podchodziliśmy w sprzęcie narciarskim na szczyt. Podejście niestety zajmowało kilkadziesiąt minut, zjazd trasą już tylko kilka… Niestety na to wszystko składały się nieprzygotowane trasy narciarskie, wystające kamienie spod śniegu… a jednak mimo to, dałam radę! Stanęłam dzielnie na nartach mając 4 lata.

    Początki nie były wesołe. Nieraz cisnęłam plastikowymi wówczas nartami w śnieg, ze złości, że nie chciały prawidłowo jeździć. Nie raz wyłam z zimna, z tego, że nie dam rady podchodzić, po raz nasty w ciągu dnia, pod wyciąg… Jednak wpatrzona w Rodziców, którzy cierpliwie tłumaczyli, pokazywali na czym to wszystko polega, uznałam, że też się nauczę! Metodą prób i błędów, kilkunastu upadków w ciągu dnia, udało się- zjechałam całą trasę na kreskę! To był wyczyn! Do dzisiaj pamiętam jak zatrzymałam się na płocie z siatki, cała, przerażona, ale przeszczęśliwa.

    Było mnóstwo frajdy, śmiechu, niezapomniane chwile. Wszystkie te doświadczenia i trudy nauczyły mnie wytrwałości, że ciężka praca popłaca i że narciarstwo jednak lubię. Zahartowałam się, zaciskałam zęby i dzisiaj narciarstwo sprawia mi niesamowitą radość!

    W ALPACH

    Polskie górą są cudowne, ale jak dla mnie, do trekkingu wiosną, latem, czy wczesną jesienią. Zimą wybieram narciarstwo jednak poza granicami Polski.

    Pierwszy wyjazd narciarski do Austrii- odbyłam już jako nastolatka. Szok i niedowierzanie – wszystkie stoki od rana przygotowane, ludzie na stoku i w schroniskach/restauracjach uśmiechnięci, słońce w pełni przez większą część dnia! Owszem bywały zamiecie, śnieżyce i trudne warunki, ale w ten sport to też jest wpisane.

    Austriackie trasy narciarskie są dobrze oznakowane, zgodne z mapką narciarską, którą otrzymuje się przy zakupie skipasa, komfortowe wyciągi z podgrzewanymi siedzeniami i do tego gwarancja śniegu! Trasy mają średnio po kilka kilometrów, a zdarzają się często kilkunastokilometrowe! Nie ma kolejek, rozpychania się w nich. Infrastruktura jest rozbudowana na tyle, że każdy znajdzie dla siebie odpowiednią trasę. Niesamowita przyjemność i możliwość cieszenia się tym, co najbardziej kochasz.

    Raz zasmakowałam białego szaleństwa poza Polską i od tamtej pory jestem już wierna wyjazdom w austriackie lub włoskie góry.

    Wyjazdy zagraniczne można rezerwować w sezonie letnim- większy wybór i lepsza cena. Często wybierałam apartamenty, w których bez problemu można funkcjonować w kilka osób. Kuchnie zawsze są zaopatrzone w porządny sprzęt, na którym gotowanie nie sprawia problemu. Można również wybrać opcję hotelową ze śniadaniem i obiadokolacjami- zero gotowania własnych posiłków i chodzenia na zakupy. Kto co lubi:)

    W tym roku sezon narciarski rozpoczęłam w Austrii, w Sankt Anton, pod koniec stycznia.

    Mapa tras narciarskich, masyw Arlberg

     Przepiękne miejsca, przepiękne góry, trasy narciarskie i nieustające słońce, które każdego dnia witało nas na stoku.

    - CZYTAJ TAKŻE -

    JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ

    Dzień zaczynam od pożywnego śniadania. Owsianka z bakaliami i bananem, na ciepło. Potem mała czarna i ku przygodzie! Jeszcze tylko batonik do kieszeni, kilka euro, które wykorzystam podczas przerwy na stoku i w drogę!

    Niezależnie w ile osób wybierasz się na narty i jak daleko masz do stacji narciarskiej, na miejscu, sugeruję skibusa. Jest w cenie skipassa, a Ty nie musisz się martwić o paliwo w aucie, warunki pogodowe, czy stan umysłu i ciała. Skibus dowiezie Ciebie bezpiecznie i z reguły pod sam wyciąg. Coraz częściej w Austrii są popularne przechowalnie sprzętu narciarskiego (Ski Depot) czyli nie musisz wychodzić z domu/hotelu/apartamentu w butach narciarskich i z nartami w ręku. Ten przywilej jest również w cenie skipassa! Codziennie czekają na Ciebie wysuszone buty narciarskie- nie musisz się martwić, że rano twoja stopa spotka się z zimnem ;)

    Pomimo że na narty jeżdżę w trakcie urlopu, nie przeszkadza mi, że wstaję przed 07:00, a wszystko po to, aby być jak najwcześniej na stoku. Z samego rana stoki wyglądają przecudnie! Wyratrakowane, istny „sztruksik”, po którym jeździ się jak nożem po maśle.

    Lata praktyki nauczyły mnie jak ważne jest warstwowe ubieranie na stok. W czasach dzieciństwa, nie było możliwości zakupienia bielizny termoaktywnej, polarów, czy kurtki. Po intensywnym wysiłku bawełniana koszulka, bluza, czy sweter po prostu były mokre. Teraz, kiedy w Polsce jest wybór i dostatek odzieży outdorowej, wiem, że warto zainwestować. Nie musisz jeździć z dodatkowymi ubraniami na stok. Nawet jeżeli mocno się zgrzejesz, po chwili wszystko wyschnie, odparuje, a Ty dalej możesz cieszyć się narciarską przygodą.

    Od lat towarzyszy mi Jack Wolfskin, którego testuję w przeróżnych warunkach. Spodnie sprzed 10 lat dalej służą dzielnie, natomiast w tym roku miałam przyjemność testować nową kurtkę narciarską. Nieprzemakalna, oddychająca i z kompleksowym wyposażeniem.

    Słońce towarzyszyło nam każdego dnia, stoki przygotowane na 5+

    Odpowiednia na stok, ale również poza nim. Posiada kieszenie biodrowe, oraz mniejsze na drobne akcesoria, karnet narciarski, poza tym jest wyposażona w fartuch śnieżny, system RECCO i membranę. Ale to wszystko jest jakby w standardzie- co mnie przede wszystkim zaskoczyło- nareszcie nie marzłam!

    Pierwszego dnia - znając swoją naturę zmarzlaka - ubrałam się standardowo na cebulkę. 3 warstwy, w tym polar 200 ( zawsze go zakładałam ) i nowa kurtka Jack Wolfskin. Dumna z siebie w nowej kurtce i faktu, że nie będzie mi zimno, ruszyłam na stok! Zdążyłam zjechać 2 trasy a tu niespodzianka- jest mi za ciepło! To się nie zdarza - a jednak! Polar powędrował do plecaka i jeździłam tylko w dwóch warstwach, do końca dnia! Przy temperaturze -8 ˚ C, lekkim zachmurzeniu czułam niesamowity komfort! Do końca pobytu zakładałam już tylko dwie warstwy J Nie dość, że kurtka funkcjonalna, dopasowana i w przepięknym kolorze, to jeszcze ciepła!

    Zaprzyjaźniłam się z nią już na dobre. Skupiam się tylko na jeździe. Narciarzy wokół prawie w ogóle- trasy szerokie, można ćwiczyć technikę i podziwiać widoki! Narciarstwo jest jedną z moich miłości. Zaraziłam ją mojego Męża i Przyjaciół, który dzielnie nauczyli się szusowania pod moim okiem. Ten sport ma to do siebie, że nigdy nie jest za późno na naukę. Wystarczą chęci, trochę odwagi, warunki i dobre towarzystwo. Dzisiaj wierzę również w to, że moja 3 letnia córka polubi ten sport i kiedyś opowie swoją przygodę z narciarstwem.

    Swoją narciarską pasję opisała zawsze uśmiechnięta narciarka: Karolina Sojka,

    Team E-Horyzont



    Powiązane produkty

    © Copyright 2019 by e-Horyzont. All Rights Reserved.