Tubkal: najwyższy szczyt Maroka i gór Atlas. Czego spodziewać się po tym czterotysięczniku?

Tubkal: najwyższy szczyt Maroka i gór Atlas. Czego spodziewać się po tym czterotysięczniku?

Spis Treści

    „Jego wysokość” Dżabal Tubkal jest idealnym celem wyprawy jeśli chcesz zdobyć swój pierwszy czterotysięcznik i zasmakować prawdziwej przygody. Potrzebującym odrobiny wytchnienia od zgiełku miast i upalnego interioru Maroka, góry Atlasu przyniosą chłód i orzeźwienie, a piękne widoki będą umilać poranną kawę czy wieczorny posiłek podany w tradycyjnym Tagine.

    - CZYTAJ TAKŻE -

    Tubkal

    Tubkal – informacje geograficzne

    Dżabal Tubkal jest najwyższym szczytem gór Atlas i całej północnej Afryki. Mierzy 4167 m.n.p.m. przy wybitności 3755 m, co stanowi o jego pięknie i unikatowości. Położony jest zaledwie 63 km od Marakeszu na terenie Parku Narodowego Tubkal. Najbliższa dobrze zaopatrzona wioska to Imlil, skąd startuje większość wypraw.
    Sezon wyprawowy zaczyna się wiosną, w połowie kwietnia i trwa aż do końca września. Najwięcej turystów spotkamy w sierpniu, aby uniknąć tłumów najbardziej optymalnym miesiącem wydaje się czerwiec, głównie jego druga połowa. Wiosną możemy się spodziewać jeszcze mocno zimowych warunków, zwłaszcza że podchodzimy od północy, gdzie słońce operuje w ograniczonym stopniu.

    Tubkal

    Jak dojechać na Tubkal?

    Od momentu uruchomienia tanich połączeń lotniczych z Marakeszem dotarcie pod Tubkal nie stanowi większego wyzwania, ani logistycznego, ani finansowego. Przygoda zaczyna się po wyjściu z hali przylotów. W pierwszej kolejności musimy dostać się do Imlil, malowniczej wsi w dolinie Ait Mizane. Możemy to zrobić na kilka sposobów, począwszy od wynajęcia samochodu, przez skorzystanie z taxi, po przejazd tzw. Grand Taxi.
    Wynajęcie auta jest dobrą opcją, zwłaszcza jeśli planujemy zwiedzić inne rejony kraju. Drogi są w dobrym stanie, a Marokańczycy jeżdżą, powiedzmy, przyzwoicie. Na pewno warto wykupić dodatkowe ubezpieczenie, uwalniające nas od ewentualnego wkładu własnego po uszkodzeniu auta. Koszty wynajmu są akceptowalne, a jeśli jedziemy w kilkuosobowym gronie, naprawdę warto taką opcję rozważyć.

    Taxi znajdzie nas samo, gdy tylko kierowcy zobaczą turystów z plecakami. Ceny zaczynają się od 100 euro, można jednak negocjować i dojechać na miejsce nawet za połowę tej kwoty. Czy warto? Wyjściowa cena jest wysoka, ale po targach możemy tę opcję przemyśleć. Na pewno zyskujemy na czasie i jeśli mamy go mało to już w ciągu 90 minut możemy znaleźć się w Imlil.
    GrandTaxi to minibus/minivan zabierający do 6 osób, który odjeżdża, gdy zbierze się odpowiednia ilość chętnych (lub gdy chcemy zapłacić za całość). Koszt przejazdu to około 30 euro. Busy znajdziemy w mieście na ulicy Jemaa el-Fnaa obok dworca autobusowego. Grand Taxi to chyba najbardziej optymalne rozwiązanie, zwłaszcza gdy wpierw planujemy zwiedzić Marakesz.
    Istnieje jeszcze możliwość dojazdu z przesiadką transportem publicznym, ale jest to dość skomplikowane i czasochłonne, problem stanowi już samo zdobycie informacji na te temat.

    w Imli

    W Imlil obligatoryjnie zatrudniamy lokalnego przewodnika, który spędzi z nami najpewniej 2-3 dni, bo tyle zajmie nam zdobywanie szczytu i powrót do wioski. Koszt takiej usługi wynosi około 25 euro od osoby za dzień. Jeśli nie chcemy dźwigać ze sobą ciężkiego plecaka, możemy wynająć dodatkowo muły, jeśli nie mamy chęci wchodzić, to możemy na mułach wjechać...


    Sama wieś jest urokliwa, warto się tam na chwilę zatrzymać. Baza noclegowa jest duża, nie ma potrzeby wcześniejszej rezerwacji, gdyż na pewno coś znajdziemy. Wiele domostw oferujących noclegi znajdziemy na booking.com, ja z całą odpowiedzialnością polecę absolutnie wspaniałe miejsce, znajdujące się nieco na uboczu, za to z przepięknym widokiem z tarasu i marokańskimi wnętrzami, przyprawiającymi o zawrót głowy. To miejsce to Les Jardins du Toubkal.
    Pierwszego dnia wyprawy musimy osiągnąć wysokość schronisk, z których kolejnego dnia będziemy atakować szczyt. Droga do schronisk, a są ich tam dwa, jest długa, ale nie szczególnie stroma. Po drodze spotkamy kontrole wojskowe, które spiszą nasze dane, a my w tym czasie będziemy mogli się uraczyć świeżo wyciskanym sokiem z pomarańczy, sprzedawanym na trasie, co szczerze polecam. Pnąc się w górę, warto co jakiś czas przystanąć i spojrzeć w dół doliny - widoki robią wrażenie. Schroniska znajdują się na wysokości 3200 m.n.p.m., można zamówić tam ciepłe posiłki, które są dobrej jakości, a nawet podawane w tradycyjnych naczyniach. Śpimy w pokojach wieloosobowych, wnętrza są zimne, przyda się ciepły śpiwór i… stopery do uszu.

    Jakie akcesoria warto wziąć ze sobą na szczyt Tubkal?

    Wybierając się na najwyższy szczyt Atlasu Wysokiego musimy być przygotowani na spotkanie z afrykańskim słońcem i wysokogórskim chłodem. Do wysokości schronisk przyda się odzież typu safari i kije trekkingowe, wyjście szczytowe będzie wymagało odzieży i sprzętu alpinistycznego.
    Atak rozpoczyna się szarym świtem, jest zimno, softshellowe spodnie średniej grubości i lekka puchówka (np. Helium Men firmy Jack Wolfskin) będą nieodzowne. Na rękach rękawiczki, na głowie czapka (polecam Real Stuff Jack Wolfskin!) i czołówka (np. Spot Black Diamond), na plecach niewielki, maksymalnie 30-litrowy plecak wspinaczkowy lub sportowy. Na nogach buty trekkingowe twardości przynajmniej „B”, gdyż zaraz po wyjściu ze schroniska będziemy zakładać raki, które źle współpracują z miękkim obuwiem. Raki oraz czekan możemy wypożyczyć w schronisku, nie jest to drogie, za to sprzęt lata świetności ma zwykle za sobą. Nie zdziw się więc, jeśli Twój czekan będzie miał drewniane stylisko i bardziej przypominał kilof niż poręczny lekki sprzęt wspinaczkowy.

    Uprząż i lina nie są konieczne, podejście nie jest strome, przebiega za to przez duże łachy śniegu, z rana dobrze zmrożonego, co ułatwia poruszanie się. Mozolnie droga pnie się w górę, na bardziej stromych odcinakach wspieramy się czekanem. Gdy słońce wyjrzy zza grani zrobi się przeraźliwie jasno, okulary przeciwsłoneczne z przyciemnieniem na poziomie 3 są niezbędne. Podczas przerwy ciepła i mocna herbata z termosu pobudzi nas do dalszego marszu. Na granicy śniegu zdejmujemy raki, zapinamy czekan do plecaka. W chwili dotarcia na grań, przy dobrej pogodzie będzie już ciepło, ale prawie na pewno będzie wiało - softshell z kapturem spełni dobrze swoje zadanie. Zmęczenie daje się we znaki, już niedaleko, batonik energetyczny i solidny łyk wody dodadzą nam sił. Mały termos herbaty i 2 litry wody to wystarczający zapas płynów. Docieramy na szczyt, odpoczywamy, robimy zdjęcia. Wracamy do granicy śniegu, ponownie zakładamy raki, śnieg jest rozmiękły, musimy zwiększyć koncentrację. Słońce daje w kość, w kapturze za ciepło, trzeba na głowę założyć coś innego, np. Buff. Nasze nogi czują już pokonaną trasę, dochodzimy do schroniska. Możemy tam pozostać na noc i powoli schodzić kolejnego dnia. Jeśli jednak mamy zapas czasu i sił, możemy ruszać w dalszą drogę powrotną i zakończyć dzień w Imlil. Tego jednak nasze nogi nam szybko nie zapomną, dlatego poruszając się od schroniska w dół dajmy im nieco wytchnienia z pomocą kijów trekkingowych.

    - CZYTAJ TAKŻE -

    Na jakie zagrożenia trzeba uważać przy wchodzeniu na Tubkal?

    Ponieważ droga szczytowa nie jest technicznie trudna, sprzęt w postaci raków i czekana potrzebny jest głownie do asekuracji przed niekontrolowanym zjazdem. Nie zmienia to faktu, że pewne zagrożenie istnieje, powinniśmy więc znać techniki hamowania czekanem oraz posiadać umiejętność chodzenia w rakach.

    Powyżej 3000 m.n.p.m. możemy zacząć odczuwać zmniejszoną ilości tlenu w powietrzu. Szybszy oddech, mniejszy apetyt, przyspieszone tętno, ból głowy czy mdłości to pierwsze objawy choroby wysokościowej. Osoby mniej odporne na chorobę wysokościową powinny zaopatrzyć się w odpowiednie środki i reagować adekwatnie do pojawiających się objawów. Z własnego doświadczenia polecam mocną herbatę z imbirem, która stawia na nogi w chwilach słabości, jednocześnie ograniczając mdłości.
    Upał podczas pierwszego dnia wędrówki nie powinien nas zmylić, powyżej schronisk powinniśmy być przygotowani na warunki, jakie mogą nas spotkać zimą w Tatrach. Silny wiatr i chłód oraz opady. Niezbędna jest odpowiednia odzież.

    Nie można nie wspomnieć o jeszcze jednym zagrożeniu – fakt, iż każdemu wchodzącemu towarzyszy przewodnik, a po drodze spotkamy wojskowe kontrole nie jest przypadkiem. Kilka lat temu doszło do ataku członków Państwa Islamskiego na dwie turystki. Po tym zdarzeniu rząd Maroka wprowadził opisane obostrzenia. Niedozwolony stał się również biwak. Żołnierze są zwykle uśmiechnięci i uprzejmi, a kontrole polegające na spisaniu danych trwają kilka minut, nie jest więc to w żaden sposób uciążliwe, a wręcz pozwala nam na chwile wytchnienia i rozejrzenie się po okolicy.

    Atrakcje związane z podróżą na Tubkal

    Jeśli do tej pory poruszałeś się głównie po Europie to wyjazd do Maroka będzie atrakcją samą w sobie. Inni ludzie, inna kultura, inna religia. Marokańska architektura zachwyca, a wnętrza powalają, trudno jest opuścić ten kraj bez torby suwenirów. Brak tu wielkopowierzchniowych sklepów i galerii, zakupy zrobisz w przydrożnych kramach, gdzie nie znajdziesz chociażby cennika, za to znajdziesz wszystko co niezbędne. Na drogach spotkasz zarówno nowe samochody jak i wozy zaprzęgnięte w muły. Dominującą marką samochodów są Peugeoty, zwykle w sędziwym wieku. Po powrocie z Maroka nikt nam nie wmówi, że francuskie auta są nietrwałe.

    Na straganach trzeba się targować, przy usługach umawiać ich ceny przed wykonaniem. Kuchnia zadowoli smakoszy, każdy turysta wraca z Maroka z zapasem przypraw. Posiłki podawane w tradycyjnym naczyniu Tagine są praktycznie nieodzownym elementem kulinarnej kultury tego kraju. Wieś Imlil, której nie ominiemy w drodze na Tubkal, niektórzy zwą marokańskim Chamonix. Nie wydaje się to trafnym porównaniem, Imlil jest niezwykłe, ale zupełnie inne. Niewątpliwie jednak warto tam spędzić dłuższą chwilę. Pnąc się w górę do schronisk, miniemy jeszcze jedną osadę, Sidi Chamharouh. Ciężko opisać to miejsce, je trzeba zobaczyć. W drodze powrotnej można zatrzymać się tam na obiad, korzystając z pięknych widoków na przyległym do restauracji tarasie.

    Trudno nie wspomnieć o samych Marokańczykach - są uprzejmi, uśmiechnięci i skorzy do pomocy. Ci żyjący z turystyki oczywiście będą próbowali naciągać nas na wszelkie możliwe atrakcje i suweniry. Jako iż obecność przewodnika jest obowiązkowa, będziemy mieli okazję poznać bliżej przynajmniej jednego z tych ciekawych ludzi.

    Ile może kosztować wyprawa na Tubkal

    W chwili, gdy naszym jedynym celem jest Jebel Toubkal, a budżet mamy ograniczony, możemy całą podróż ograniczyć do 4 dni. Poza ceną jaką musimy wydać na bilety lotnicze, pozostaje dojazd do Imlil, wynajęcie przewodnika i nocleg w schronisku. Jeśli mamy w sobie wystarczająco dużo samozaparcia, by odmawiać sobie marokańskich przyjemności, wydamy mniej niż 200 euro.

    Biura trampingowe życzą sobie od 2000 zł za zorganizowanie wyjazdu, z tym, że cena nie pokrywa kosztów przelotu. Cześć biur organizuje krótkie, dosłownie weekendowe wyjazdy, mające na celu tylko zdobycie szczytu, a część poszerza ofertę o zwiedzanie kilku atrakcji turystycznych.
    Nasze doświadczenie podpowiada, aby nie ograniczać się do samego szczytu, gdyż w Maroku znajdziemy wiele niezwykłych miejsc wartych odwiedzenia. Wrażenie robią miasta, góry, kaniony, wodospady, a także pustynne wydmy. Atrakcji starczy na kilka tygodni podróży, warto jednak zwiedzić choć kilka z nich.



    Powiązane produkty

    © Copyright 2019 by e-Horyzont. All Rights Reserved.