Jack Wolfskin – test butów górskich Wilderness Texapore Mid

Jack Wolfskin – test butów górskich Wilderness Texapore Mid

Spis Treści

    Podczas ubiegłorocznych jesiennych wakacji w Tatrach rozstałem się z moimi wiernymi, górskimi „człaptakami”. Były to wolfskinowe buty Trail Guide, które dzielnie służyły mi aż 8 lat, w górach, na kaszubskich rajdach, a nawet jako buty "pokładowe" podczas zimowych spływów kajakowych – w końcu je jednak „dobiłem”. Służyły mi dzielnie i niezawodnie - aż wreszcie się zużyły. Pożegnałem je z honorami… ;)

    - CZYTAJ TAKŻE -

    Pożegnanie starych Traili ;)

    Zacząłem zatem zastanawiać się, jakie następne? Wymagania miałem sprecyzowane – buty skórzane, z dobrą membraną, podeszwa Vibram, wzmocniony otok nad podeszwą. Wybór był żmudny, aż wreszcie wśród kilkunastu potencjalnych modeli moje oko przykuły Wildernessy spod znaku „wilczej łapy”. Decyzja zapadła.

    Wildernessy - zdjęcie producenta

    Trudne początki? Wcale nie!

    Buty wypakowałem z pudła w drugiej połowie sierpnia b.r., na 2 tygodnie przed tradycyjnym wyjazdem w Tatry. Było dość późno, a w nowych butach nie chciałem śmigać prosto w góry… Ale od czego są Kaszuby? Na początek zabrałem je na kilka wycieczek „po pracy”. Tak się składa, że pracując za obwodnicą Trójmiasta mam do domu ładnych parę kilometrów wspaniałego lasu. Zatem któregoś dnia po pracy założyłem grubsze skarpety, plecak na plecy i – hajda w las. Pierwsze kroki były dziwne, buty sztywne, na dodatek skrzypiały… przez pierwsze kilkaset metrów. Sztywność zaś utrzymywała się przez 3 kilometry. Już zaczynałem się martwić, gdy… „puściły”. Po prostu, nieco się ogrzały, złapały odrobinę „mojej” wilgoci i zaczęły się układać do stopy. Od tego momentu marsz był już przyjemnością. Tego wieczoru przeszedłem jakieś 15 km, do gdańskiej Oliwy, i mimo że buty były prosto z pudełka – nie miałem żadnych otarć ani odcisków. Byłem pod wrażeniem.

    Wycieczkę powtórzyłem po kilku dniach, tym razem w deszczu. Czyli dodatkowo miałem okazję przetestować jakość membrany w butach (i dodatkowo kurtki przeciwdeszczowej ;) ). 12 km przez lasy oliwskie - nie przemokłem. Wreszcie w ostatni weekend przed urlopem wybrałem się na nieco dłuższą wędrówkę – ok. 25 km po lasach wejherowskich. I nadal nic – stopy całe, bez bąbli. Tak, to były już „moje” buty! Mogłem w nich jechać w Góry! :)

    I rzeczywiście, przez cały niemal dwutygodniowy wyjazd w Tatry - a chodziliśmy codziennie, pogoda dopisywała - buty sprawowały się bez zarzutu. Przeszły tam ok. 300 km i 18 km podejść, czyli całkiem nieźle. A stopy nadal były całe…

    - CZYTAJ TAKŻE -

    Warunki użytkowania

    To moje któreś z kolei butów tego typu, przez lata górskiej włóczęgi wypracowałem sobie system ich użytkowania. Jest dość prosty – przede wszystkim przy doborze muszą być dopasowane, nie mogą być ani zbyt luźne, ani też uwierać w żadnym miejscu. By dobrze współpracowały ze stopą noszę podwójne skarpety. Unikam skarpet bawełnianych, staram się używać skarpet „oddychających” czyli dobrze odprowadzających wilgoć z powierzchni stopy. Zakładam najpierw cieńsze skarpety (z miękkiej mieszanki włókien sztucznych), które pełnią funkcję osłony stopy i stanowią pierwszą warstwę odprowadzającą wilgoć. Następnie skarpety drugie, grubsze, z mieszanki włókien i wełny Merino. Ich rolą jest amortyzacja, wentylacja stopy i odprowadzanie wilgoci na zewnątrz (przez cholewkę buta). W połączeniu z nowoczesnymi wyściółkami butów (jak w Wildernessach), których zadaniem też jest m.in. transport wilgoci na zewnątrz, ten patent sprawdza się całkiem skutecznie. Po całodniowej górskiej wyrypie buty (i skarpety) zwykle były zaledwie lekko wilgotne.

    A uzupełnieniem dbania o buty jest zasada, by zawsze je oczyścić z ew. błota i wysuszyć. Przy czym nigdy nie może to być zbyt gorące źródło ciepła – rozpalony kaloryfer, itp. O gorącej płycie paleniska czy ognisku już nawet nie wspomnę (chyba że ktoś chce się szybko pozbyć dobrych butów…). Najlepsze i najbezpieczniejsze dla butów jest suszenie na słońcu. Z jego braku - ciepłe i suche, przewiewne miejsce gdzieś pod dachem.

    Wildernessy - zdjęcie producenta

    Wildernessy są solidne, w Tatrach nie raz zdarzyło mi się „przytrzeć” nimi o skałę, bez przykrych konsekwencji. Duża zaleta tych wzmocnionych otoków, które często brały na siebie kontakt ze skałą. Mimo znacznej wagi (jeden but to ponad 650 g) nie odczuwałem jakoś ich ciężaru, natomiast dawały poczucie stabilności. Podeszwa Vibram bardzo fajnie trzymała nawet na mokrej skale, nieźle też sobie radziła w błocku w Dolinie Olczyskiej. Wysoka, mocna cholewka dobrze trzyma kostkę, co przy mojej tendencji do jej skręcania, okazało się bardzo cenne – przy jakichś innych, miękkich butach kontuzje miewałbym pewnie codziennie…

    Wildernessy - zdjęcie producenta

    Nie miałem jeszcze okazji chodzić w nich zimą, ale raki już do nich przymierzałem – bez problemu można na nie założyć klasyczne raki paskowe lub koszykowe. Sztywność podeszwy jest w zupełności wystarczająca do chodzenia w rakach (zbyt miękka może wyłamać ich łącznik). Cóż więcej dodać? Producent chwali się, że buty powstały we współpracy z austriackimi przewodnikami górskimi z Alpinschule Innsbruck, którzy ich prototypy testowali na alpejskich szlakach i wspinaczkach. Jako ich kolega po fachu, także mogę się pod ich rekomendacją tylko podpisać. I liczę, że służyć mi będą przynajmniej tyle lat, co wspomniani na wstępie ich poprzednicy... :)

    Parametry techniczne

    • Wierzch: nienasiąkająca wodą, wytrzymała skóra welurowa i (na łączeniu języka) nienasiąkający wodą, wytrzymały materiał tekstylny
    • Podeszwa: VIBRAM WOLF TREK PRIME
    • Membrana: TEXAPORE O2+ (wodoodporność 10 tys. mm H2O, oddychalność min. 6,7 tys. g/m2/24h)
    • Waga: 1340 g (para rozm. 9)

    Buty używał, testował i opisał: Krzysztof Nowak
    przewodnik beskidzki
    E-Horyzont Team

     



    Powiązane produkty

    © Copyright 2019 by e-Horyzont. All Rights Reserved.