„Połączenie fotografii i podróży daje mi oddech...” - wywiad z Sebastianem Żebrowskim z Tatras Adventures

Aleksandra Prokop 19/08/2021

O pasji do gór i fotografii porozmawialiśmy z Sebastianem Żebrowskim - założycielem Tatras Adventures. Sebastian opowiedział nam jak dziecięce zainteresowania przerodziły się w życiową pasję, jak powstał wyjątkowy profil na Instagramie, a także udzielił rad wszystkim, którzy chcą zacząć swoją przygodę z fotografią. Ten wywiad to solidna porcja inspiracji, zatem zapraszamy do lektury.

„Od tamtej chwili zatraciłem się w kliszach, wywoływaniu zdjęć oraz samej fotografii”


Sebastian, opowiedz nam coś o sobie, powiedz, skąd się wzięła pasja do fotografii?

Fotografia towarzyszyła mi od najmłodszych lat, lecz nie robiłem zdjęć od kołyski. Był to proces od obserwacji znajomych podczas tworzenia, oglądania albumów, bo kiedyś albumy fotograficzne, drukowane były Instagramem obecnych czasów. Dawno temu kupiłem moją pierwszą lustrzankę analogową oraz dwa obiektywy. Od tamtej chwili zatraciłem się w kliszach, wywoływaniu zdjęć oraz samej fotografii. Kilka lat później nastąpił bum na lustrzanki cyfrowe, sam poddałem się tej fali. Sprzedałem analoga i kupiłem cyfrową lustrzankę, trwam w tym do dziś z tym, że lustrzankę zamieniłem na pełnoklatkowego bezlusterkowca. Fotografia i aparat stały się moim nieodłącznym towarzyszem. Bardzo lubię proces twórczy od pomysłu na zdjęcia, wybór miejsca, czas wyjazdu, przebywanie w tym miejscu i później mechanizm obróbki i przygotowanie zdjęć do publikacji. Zaczynałem od fotografii analogowej, dziś cyfrowy plik niczym się nie różni od kliszy. Tak samo podchodzi się o wywoływania plików. Mamy większe możliwości, ale kreujemy fotografię w ten sam sposób. To bardzo ciekawe i pociągające. Świadomie stać się twórcą zdjęcia od zapakowania aparatu do plecaka po ostateczne wywołanie zdjęcia i późniejszą publikację lub wydrukowanie. Tak do dziś drukuję zdjęcia i wkładam do albumów. Zdecydowanie polecam oglądanie wydrukowanych zdjęć oraz oglądanie albumów fotograficznych.

wywiad z Sebastianem Zebrowskim

„Upodobaliśmy sobie Dolomity oraz Toskanię”


Od jak dawna zajmujesz się fotografią? Interesuje Cię tylko fotografia krajobrazowa czy inne dziedziny także?

Pierwszy świadomy zakup aparatu był w 2002 roku, analogowa lustrzanka i dwa obiektywy wylądowały w moim plecaku. W zdecydowanej przewadze, w mojej fotografii występuje krajobraz. Czasami fotografuję również ludzi. Bardzo lubię portret, portret w plenerze i koncepcję człowiek w krajobrazie. Mam za sobą kilka lat fotografowania i współorganizowania spotkań fotograficznych ukierunkowanych na akt oraz nagość zakrytą. To był piękny czas i znajomości, które trwają do dzisiaj. Z tej ekipy wyodrębnił się skład znajomych, dziś już przyjaciół. Wspólnie od 2011 roku do dzisiaj z powodzeniem prowadzimy projekt FotoWypad, jeździmy 2-4 razy w roku na fotograficzne wypady. Naszym głównym celem są góry oraz ciekawe miejsca krajobrazowo. Upodobaliśmy sobie Dolomity oraz Toskanię gdzie od lat bywamy i cieszymy się włoskim klimatem. Połączenie fotografii i podróży daje mi oddech, czasami jestem gdzieś już 4-5 raz, powtarzają się kadry, warunki są zmienne, ale miejsce jest idealne i atmosfera, która panuje wystarcza by tam być i trwać w zachwycie kolejny raz. Czasami zmiany nie są potrzebne, oczywiście warto odwiedzać nowe miejsca i dozować sobie nowe bodźce. Odwiedzanie znanych i ulubionych miejsce ma to do siebie, że wraca się tam jak do siebie. Ulubiona kawiarnia, znany taras widokowy w górach, ten sam smak lodów i zapach morza, gdy otwiera się okno w starej kamiennicy przy nabrzeżu. 

Jesteś fotografem, czy zajmujesz się tym zawodowo czy to tylko Twoja pasja, a na co dzień masz zajmujesz się zupełnie czymś innym?

Fotografia jest moją pasją, zawodowo zajmuję się zupełnie czymś inny. Można powiedzieć, że czymś, co jest gdzieś na drugim biegunie od fotografii. W skrócie zawodowo jestem osadzony w motoryzacji, handlu, marketingu. Kilka razy podchodziłem do tematu przebranżowienia się na fotografię, lecz ostatecznie nigdy nie przekreśliłem mojej pracy zawodowej i tak już zostało. Fotografia to moja pasja, która również dostarcza mi realnych profitów. Podobno w Polsce nie można mieć jednego zawodu i jednej pracy :) Tak jest troszkę u mnie. Kilka razy z przyjaciółmi zastanawialiśmy się nad przekuciem projektu FotoWypad w biznes, bo w naszym wypadku po 10 latach działań to troszkę samograj, który sam się kręci. Został ten pomysł zamrożony z prostej przyczyny, każdy z nas pracuje w innych branżach jest nas 7 bardzo dobrych kumpli. Wyjazdy stały się nasze, dla nas, bardzo egoistycznie. Po 10 latach od startu nie widzę przestrzeni dla „obcych” na naszych wyjazdach. Inne projekty oczywiście tak, są i działają, ale ten jest wyjątkowy, bo jest dla nas, tylko dla nas. Czerpiemy z niego bardzo dużo korzyści nie materialnych, czasami to ważniejsze od pieniędzy.

wywiad z Sebastianem Zebrowskim

„Tak narodził się Tatras Adventures”


Poznaliśmy Cię poprzez profil Tatras Adventures na Instagramie. Co Was zainspirowało do utworzenia takiego profilu? Miłość do Tatr, fotografii czy jeszcze coś innego?

Tatras Adventures to spontaniczna decyzja. W 2017 odchorowałem poważnie zimowy wyjazd w Tatry. Siedząc potem 2 tygodnie w domu, roznosiło mnie by coś robić. Codziennie obrabiałem stare zdjęcia, oglądałem fotografie znajomych oraz polubione profile na Instagramie. Zauważyłem, że nie ma w polskiej przestrzeni IG profilu nastawionego na Tatry pod względem fotograficznym. Są oczywiście i już wtedy były duże profile tatrzańskie, które oferują sporo zdjęć oraz wiele innych informacji, ale takiego gdzie jest nacisk na bardzo dobre zdjęcia i otoczkę związaną z fotografią nie ma. Tak narodził się Tatras Adventures. Oczywiście pomysł był wypadową moich zainteresowań i tego, co robiłem. Od fotografii przez Tatry, które uwielbiam. Z czasem pojawiły się różne ciekawe propozycje współpracy, kilka propozycji odkupienia profilu w tym jedna bardzo poważna. Z czasem chciałem urozmaicić profil, pojawił się ogólny szał na rozmowy live, pandemia pomogła tego typu działaniom. Z Kasią poznaliśmy się w tamtym okresie, wystarczyła jedna rozmowa i espresso. Zagrało wiele rzeczy w tym energia i podejście do kilku spraw zupełnie niezwiązanych z działalnością w Internecie. Kasia to moja bardzo dobra kumpela. Tak zakiełkowały pierwsze rozmowy live na profilu i trwają do dziś w różnym odstępie czasowym. Z Kasią działamy zupełnie w innej przestrzeni zawodowo i inaczej rozwijamy nasze konta prywatne, jesteśmy inni i to jest pozytywne oraz naturalne. Jedno nas łączy – góry, fotografia i dobra kumpelska relacja.   

Widzieliśmy już Twoje relacje z Dolomitów, Szwajcarii, Tatr oraz wielu innych malowniczych miejsc w Polsce.  Masz swoje ulubione miejsce na Ziemi, do którego najchętniej wracasz?

Moim ulubionym kierunkiem zagranicznym są Włochy, mam tam miejsca, w które wracam, co roku. Jeśli mi się nie udaje to jest wielki ból serca. Ubóstwiam Dolomity, jestem zakochany po uszy w Toskanii, doskonale czuję się w Sienie. Rzym, z Rzymem jest tak, że kocham to miasto i nienawidzę, zdecydowanie jednak bardziej patrzę na nie maślanymi oczami. Jestem oczarowany całymi Włochami.  Jedzenie, wino, kawa, zabytki, miasteczka. Tam za każdym rogiem kryje się ciekawa historia, to jedyny kraj na ziemi gdzie dzieła sztuki są na ulicy. Mija się je idąc do piekarni lub na wczesne ranne espresso. W Polsce lubię Beskidy, tutaj mieszkam. Czasami słabo doceniam to miejsce, a jest tutaj wyjątkowo pięknie. Tatry zawsze były dla mnie ważne, bardzo lubię tam być. Miałem taki czas w życiu, że częściej bywałem w Tatrach niż w Beskidach. Czasami łapię się na tym, że wiem więcej o szlakach w Tatrach niż w Beskidach które mam za oknem. 

wywiad z Sebastianem Zebrowskim

„Smaki są bardziej namacalne niż zdjęcia”


Podróżujesz, aby fotografować nowe miejsca czy fotografia to tylko dodatek do Twoich podróży?

To zawsze kwestia wyboru lub wyjazdu. Są wyjazdy nastawione na konkretne miejsca, skupiam się na tym, co zostało założone w planie. Często, gdy już jestem na miejscu i jest to nowa lokalizacja trzeba troszkę weryfikować plan. Jest takie powiedzenie, że najlepsze zdjęcia wychodzą na obrzeżach wydarzeń. Tak jest również w fotografii krajobrazu, czasami wystarczy odejść kilkadziesiąt lub kilkaset metrów i zdjęcia wyglądają zupełnie inaczej niż w centrum „atrakcji”. Bardziej jadę po zdjęcia niż po samą podróż, wyznaję zasadę, że fotografia to ciekawość niż sam obraz. Ciekawi mnie miejsce, ale też ciekawi mnie jak będzie wyglądało na fotografii. Nie mogę odpowiedzieć, czego jest więcej, czy fotografii w podróżach czy podróży przez fotografię. To jest jak jedno ciało, jeden byt zależny od siebie. Dodaję do tego jeszcze jeden czynnik, smakowanie życia, jedzenia. Smaki są bardziej namacalne niż zdjęcia, potrafię sobie przypomnieć jak zachwycałem się tiramisu w okolicach Pienzy, najlepsze lody jogurtowe były pod San Remo, najlepsze wino w Montalcino. Idealny makaron z truflami w Rignanie Chianti. Miejsca pamiętam smakami, obrazem i dobrym wspomnieniem.

Spontaniczne wyjazdy czy dobrze zorganizowane? Co wybierasz? I jak się przygotowujesz do takich wyjazdów?

Bardzo ciekawy temat i prawda taka, że co wyjazd to inaczej. Zazwyczaj wszystko jest przemyślane, jeśli chodzi o kierunek, cała droga to spontan i podporządkowanie pod prognozy pogody. Krótkie wypady są raczej w konkretne miejsce i nie ma miejsca na wielkie spontany. Jest określony czas by coś zrobić i wracam. Jeśli chodzi o wyjazd dłuższy daję się ponieść fantazji. Ciężko opowiedzieć jak to się dzieje, bo nie ma mechanizmu, podam kilka przykładów z życia. Planowaliśmy wyjazd do Chamonix pod Mont Blanc, zapakowaliśmy samochód, ruszyliśmy. Po przekroczeniu granicy w Cieszynie jadąc autostrada w Czechach sprawdziliśmy prognozy, które były bardzo zmienne, w ciągu 15 minut zmieniliśmy kierunek i wylądowaliśmy tam gdzie prognozy były pozytywne. Trafiliśmy pod Dubrownik w Chorwacji, gdzie zrobiliśmy najlepsze zdjęcia burzy. Zresztą to była najpiękniejsza i zarazem najbardziej niebezpieczna burza, jaką miałem okazję oglądać. W następnym roku zaplanowaliśmy Szwajcarię, będąc tam jeden dzień ktoś rzucił hasło, że w sumie blisko jest do Francji i może ten Mont Blanc się uda, pojechaliśmy jeszcze tego samego dnia. Będąc we Włoszech często zdarzało nam się coś w stylu spontaniczny wyskok na drugi koniec Italii. Będąc nad Gardą któregoś dnia wymyśliliśmy, że w Rzymie będzie fajnie nocą pospacerować z aparatem. Pojechaliśmy, przeszliśmy nocą prawie cały Rzym. Winko i espresso w knajpkach i fotografowanie nocą, rano byliśmy w miejscu naszego startu. Innego razu pojechaliśmy do Rzymu tylko po to by wylądować na najlepszym wschodzie słońca w Pienzie przy drodze gladiatora. Na spontaniczny wyjazd potrzebna jest spontaniczna i bezproblemowa ekipa taka jak moja, rozumiemy się bez słów w sprawach wyjazdów i nie ma rzeczy, których nie da się zrobić. Nie zawsze można sobie na to pozwolić, ale zawsze to jest kwestia towarzystwa. W wyjazdach najważniejszy jest czynnik ludzki, partner, towarzysz podróży. Nie znoszę presji podczas podróży, to zabija przyjemność. Powstają sytuację, z którymi trzeba się siłować, a podróż ma być czystą przyjemnością. Przygotowania są ważne, czasy przejazdów, finanse oraz sprzęt i bagaż również. Wszystko to da się zapakować w plecaki spontaniczności, lub planowanych spontanów, które dają więcej radości niż sztywne ramy oraz presja punktów na mapie, które zakładamy odwiedzić, a nie zawsze to się udaje.

wywiad z Sebastianem Zebrowskim|Matterhorn

CZYTAJ TAKŻE:


A co ze sprzętem foto? Idziesz w góry, więc musisz zabrać także cały trekkingowy ekwipunek. Masz jeszcze miejsce na aparaty, obiektywy, zapasowe baterie? Czy może zabierasz jeden stały ulubiony zestaw?

To niestety zawsze jest związane z ciężkim plecakiem, nie ma kompromisów. Aktualnie i tak mam mocno odciążony plecak, od kiedy używam bezlusterkowca. Zmniejszyła się moja przestrzeń foto w plecaku i powstało miejsce na rzeczy osobiste. Dochodzi przytroczony statyw, jeśli jest biwak to namiot, śpiwór, karimata, gaz, palnik, kawiarka, kawa, jedzenie, woda ubrania. Czasami przeklinam ten plecak. Zawsze go przeklinam:) Dlaczego jest taki ciężki?! Staram się minimalizować. Aparat, 2 obiektywy mam zawsze, kilka filtrów, powerbank, z którego mogę załadować telefon i aparat. Gdy wiem, że będę w trudnym terenie lub jest to wypad z elementem wspinania lub ferrata, nie zabieram statywu. Korzystam z tego, co mam pod ręką, za statyw pracuje plecak, kamień, drzewo, wszystko, na czym mogę położyć aparat. Moim ulubionym i stałym obiektywem jest szerokokątny, ale zawsze mam drugi, którym mogę przybliżyć scenę. Dwa obiektywy to zupełne minimum, a czasami wymuszone maximum. Każdy, kto fotografuje w górach ma ciężki plecak, to taki bonus dla poprawy kondycji :) Kilka razy pojechałem gdzieś z samym telefonem, było to dziwne doświadczenie. Niby zdjęcia ok, da się wycisnąć z dobrego telefonu świetne zdjęcia, ale widać różnicę, są detale i różnice, nie są to subtelne różnice. Fotografia mobilna depcze po piętach tradycyjnemu podejściu do zdjęć z aparatu, ale nie wyprzedzi go nigdy. Fizyki nie da się oszukać, można próbować, ale to nie do przeskoczenia. Plastyki obrazu obiektywu nie powtórzy telefon, może symulować, ale nie powtórzy. Aktualnie wszyscy oglądamy zdjęcia na telefonach, w aplikacji Instagram, na FB. Zdjęcia na małym ekranie wykonane telefonem bronią się doskonale, sam mam takie foty, które w sprzyjających warunkach pięknie wyszły telefonem, ale ja oglądam zdjęcia na monitorze. Widzę tą różnicę i nie wyobrażam sobie nie zabrać aparatu na wyjazd lub w góry. Zimą jest jeszcze ciekawiej, bo dochodzi sprzęt np. skiturowy, raki, czekan plus więcej ubrań, więcej jedzenia, termos z herbatą. Plecak rośnie od jesieni do zimy, wiosną i latem staje się lżejszy:)

wywiad z Sebastianem Zebrowskim

„Marzę o tych zwykłych rzeczach, które trwają i o tych, które może się wydarzą”


Największe fotograficzne marzenie?

Mógłbym wymienić wiele miejsc od Patagonii, północnej Norwegii. Dalej Himalaje, Alaska i góry Kanady. Nie są to marzenia, to cele do realizacji. Czy się uda? Nie wiem, może tak, może nie. Wszystko w moich rękach i odrobinie szczęścia. Kiedyś marzyłem o Szwajcarii i dobrych kadrach z Matterhornem w tle, już je mam. Przy odrobinie szczęścia i splotu wydarzeń mam je, za co dziękuję losowi. Dlatego moje fotograficzne marzenia traktuję jak cel, który osiągnę albo nie. Nigdy po trupach. Marzenia zostawiam na inne rzeczy bardziej osobiste, związane ze mną i również moją córką. Marzę o tych zwykłych rzeczach, które trwają i o tych, które może się wydarzą, o tym, co jest najważniejsze w życiu. Każdy ma inne „najważniejsze” rzeczy i zarazem inne marzenia, zależy, co, dla kogo jest ważne. Ale tak, chciałbym odwiedzić najwyższe góry ziemi Himalaje, oraz góry w Kanadzie. Jeśli to się nie spełni, nie uronię ani jednej łzy, bo wiem, że będę w tamtej chwili w Tatrach, w Beskidach lub w Dolomitach, a może będę siedział na placu małego miasteczka gdzieś w Toskanii pijąc espresso. To i tak ogrom szczęścia, które mam nadzieje będę mógł spełniać, co jakiś czas.

Jakieś rady dla początkujących fotografów krajobrazu lub osób, które podczas podróży chcą zacząć robić zdjęcia?

Tylko kilka rad. Robić dużo zdjęć i jeszcze więcej oglądać, oglądać nie tylko na ekranie. Zdjęcia bierze się do ręki w postaci wydruku lub albumu, to jest fotografia – coś namacalnego. Takie zdjęcia zapamiętuje się na długo. Mam kilka albumów, które oglądam często od lat, uczę się z nich kadrów, światła, patrzę oczami fotografa. Warto czytać książki i słuchać mądrych ludzi, którzy posiadają wiedzę, znają się na tym, o czym mówią i pokazują. Świat jest pełen znawców wszystkiego i mądralińskich z każdej dziedziny – ich nie słuchać. Ostatecznie w fotografii wygrywa piękno, sztuka, światło i jak sobie z nim radzi fotograf, kadrowanie jest ważne. Są pewne kanony piękna niezmienne od lat, sposoby i techniki kadrowania znane już z malarstwa. Szukanie planów w fotografii, nauka światła. Jego padania, czasu, kiedy i o jakiej porze jest najlepsze w danym miejscu. Fotografia to składowa wielu czynników. Nie ma prostej drogi na skróty. Praca z aparatem i próby. Gdzieś tam jest zadowolenie z własnych zdjęć. Zadowolenie z wycieczki i zdjęć, które przypominają tamtą chwilę. Każdy, kto posiada aparat, telefon z aparatem stał się kreatorem rzeczywistości. Kreujmy ją tak jak nam serce dyktuje mając z tyłu głowy zasady fotografii. Ważne jest czuć to, co się robi. Fotografia to czucie chwili, łapanie ulotnego światła i kontakt z fotografowaną osoba. Kiedyś napisałem sobie karteczkę i przykleiłem na monitorze. „Obrabiaj przynajmniej jedno zdjęcie dziennie”. Karteczki już dawno nie ma, ale tak się stało. Codziennie obrabiam przynajmniej jedno zdjęcie. Wyrobiłem sobie nawyk, oczywiście na wyjazdach nie zawsze to robię, ale jeśli nie zrobiłem tego dzisiaj to jutro zrobię kilka zdjęć. Najważniejsze by robić zdjęcia i uczyć się od tych, którzy robią zdjęcia takie, jakie nam się podobają. Inspirować się, ale nie kopiować. Fotografować i jeszcze raz fotografować, bawić się zdjęciami. Pasja to przyjemność, która płynie z serca zahaczając o wszystko, co mamy w głowie.

Powiązane Wpisy

Powiązane produkty