Orla Perć na Nowy Rok. Fotoreportaż z zimowej wspinaczki w Tatrach

Tomasz Hnat 20/01/2021

Chyba każdy, kto choćby raz odwiedził Tatry, słyszał o szlaku zwanym Orlą Percią. Graniowy szlak, który rozpala wyobraźnię każdego ambitnego turysty ze względu na imponującą ekspozycję oraz przypiętą do niego łatkę najtrudniejszego oznakowanego szlaku w polskich Tatrach. Czy rzeczywiście jest najtrudniejszy? Istnieje przecież w Tatrach wiele innych szlaków wyposażonych w łańcuchy, co sugerowałoby występowanie znacznych trudności technicznych. Jednak na żadnym innym szlaku ilość sztucznych ułatwień nie jest tak duża i nie są one tak skoncentrowane na stosunkowo krótkim odcinku. Dodatkowo poczucie zagrożenia potęguje ogromna ekspozycja, której próżno szukać w innych miejscach. Na opinię najtrudniejszego szlaku w Polsce niebagatelny wpływ ma także bardzo smutna statystyka, że to właśnie tu zdarza się najwięcej wypadków, również tych śmiertelnych. Mimo to Orla Perć w sezonie letnim przyciąga setki żądnych wrażeń turystów i nie ma się temu co dziwić. Oprócz możliwości pochwalenia się przejściem przed znajomymi mamy tu niepowtarzalną możliwość obcowania z tatrzańską przyrodą i zapierający dech w piersiach widok na góry.

- CZYTAJ TAKŻE -

Orla Perć - informacje ogólne, przejście letnie

Orla Perć

Początek Orlej Perci - szlak w lecie

Orla Perć powstała już ponad 100 lat temu. W roku 1901 Franciszek Henryk Nowicki przedstawił pomysł przebiegu trasy przed Towarzystwem Tatrzańskim. Pomysł został poparty i już pięć lat później szlak został ukończony, głównie za sprawą ks. Walentego Gadowskiego, który był głównym koordynatorem prac. Pierwotnie Orla Perć przebiegała od Wodogrzmotów Mickiewicza przez Wołoszyn, przełęcz Krzyżne, Buczynowe Czuby, Granaty, Kozi Wierch, Zamarłą Turnię, Mały Kozi Wierch, aż po przełęcz Zawrat. Obecnie fragment prowadzący przez Wołoszyn jest wyłączony ze względu na ochronę przyrody. Kolejna istotna zmiana względem pierwotnego projektu to wprowadzenie przez TPN ruchu jednokierunkowego na odcinku Zawrat - Kozi Wierch. Spowodowało to, że obecnie jako początek Orlej Perci uznawany jest Zawrat, a jako koniec - przełęcz Krzyżne.

Zawrat

Tabliczka informacyjna na Zawracie

Kozi Wierch

Podejście na Kozi Wierch

Przejście Orlej Perci nawet latem wymaga opracowania taktyki i odrobiny przygotowania sprzętowego oraz kondycyjnego. Według różnych map całość przejścia zajmuje 6-7 godzin. Czas ten nie uwzględnia jednak przerw na odpoczynek oraz czasu potrzebnego na wejście i zejście z grani. Dlatego ważne jest zaplanowanie miejsca z którego wyruszymy i gdzie zakończymy wycieczkę. Najbardziej odpowiednie będzie jedno ze schronisk - Murowaniec lub „Piątka” (czyli schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich). Start ze schroniska pozwala pokonać całą perć w ciągu jednego dnia. Nadal jest to dość wymagające, około 10-godzinne przejście, ale całkowicie wykonalne dla osób z dobrą kondycją. Osoby które nie czują się na siłach mogą podzielić trasę na kilka odcinków, co jest możliwe dzięki obecnych w kilku miejscach szlakach zejścia do dolin bądź to Gąsienicowej, bądź Pięciu Stawów.

Piątka

Widok na schronisko w Dolinie Pięciu Stawów

Wyruszając na pokonywanie Orlej Perci należy pamiętać o kilku bardzo istotnych rzeczach:
Po pierwsze należy sprawdzić prognozę pogody, która w Tatrach potrafi się zmienić błyskawicznie i narazić nas na śmiertelne niebezpieczeństwo.
W sezonie letnim ludzi na szlaku jest tak dużo, że w trudnych miejscach tworzą się prawdziwe korki. Dla własnego komfortu powinno się wyruszyć jak najwcześniej.
Należy mieć ze sobą odpowiednie wyposażenie; przede wszystkim właściwe buty, następnie dodatkowe ubrania w plecaku (na wypadek zimna czy wiatru), prowiant i dużo picia. Niezbędne jest nakrycie głowy, a także latarka, nawet jeśli nie planuje się marszu po zmroku.
Ponieważ szlak jest niebezpieczny koniecznie trzeba mieć naładowany telefon z zapisanym numerem do służb ratunkowych (TOPR 985 lub 601 100 300). Można także pobrać aplikację RATUNEK która wysyła do ratowników współrzędne GPS.
Warto wyposażyć się w kask wspinaczkowy, ponieważ czasem jakiś nieostrożny turysta zrzuca drugiemu coś na głowę.
Jeśli nie ma się pewności co do swoich umiejętności należy wybrać mniej wymagającą trasę lub zastanowić się nad odbyciem odpowiedniego kursu zaawansowanej turystyki.

Betlejemka
Miejsce gdzie można odbyć potrzebne szkolenie

drabinka na Orlej Perci

Najsłynniejsza drabinka w Tatrach

Orla Perć w zimie

Zima powoduje, że podejście do turystyki należy diametralnie zmienić. W przypadku wspinania implikacje są tak duże, że mowa jest o dwóch różnych dyscyplinach sportu; wspinanie zimowe i wspinanie letnie. W turystyce mamy podobną sytuację, to jakby porównywać bieg na 100 m i maraton. Warunki zimą zmieniają się błyskawicznie. Należy na bieżąco kontrolować prognozy pogody i nieprzypadkowo piszę w liczbie mnogiej, ponieważ dopiero sprawdzenie trzech lub czterech prognoz zapewnia precyzyjny obraz sytuacji.

Orla Perć

Odcinek Świnica-Zawrat

Choć to truizm to wspomnę że zimą w górach jest śnieg. Mimo, że jego obecność jest oczywista, to jej konsekwencje są bardzo rozległe. Niemożliwe staje się oszacowanie czasu potrzebnego na pokonanie konkretnego odcinka. Konieczne staje się używanie sprzętu zimowego, takiego jak raki i czekan. Oznakowanie szlaków znika pod warstwą bieli - pojawiają się problemy nawigacyjne. Przemieszczanie się męczy o wiele bardziej. Pojawiają się zagrożenia obiektywne takie jak lawiny czy nawisy śnieżne. Są też i dobre strony, przy sprzyjających warunkach zamiast męczyć się schodzeniem można wykonać tzw. „dupozjazd” lub użyć nart tourowych.
Ocena zagrożenia lawinowego to temat na odrębny artykuł. Wspomnę tylko, że należy sprawdzać komunikaty lawinowe i pamiętać, że „jedynka” wcale nie oznacza bezpieczeństwo. Najlepiej odbyć szkolenie lawinowe, które też nie gwarantuje bezpieczeństwa, ale na pewno je zwiększa.

szkolenie lawinowe
Szkolenie lawinowe

Kolejnym elementem jest zimno, które sprawia że potrzebne jest odpowiednie ubranie. Sprawia także, że czasem wykonanie nawet tak bardzo prostych czynności jak zawiązanie buta staje się prawie niemożliwe.
Dzień jest bardzo krótki, co w połączeniu z niemożnością oszacowania czasu przejścia powoduje, że istnieje ryzyko utknięcia w trudnym terenie po zmroku.
Zimą występują też bardzo silne wiatry, które potrafią skutecznie uniemożliwić jakąkolwiek działalność. Wiatr obniża również temperaturę odczuwalną.
Ogólnie turystyka zimowa jest o wiele bardziej wymagająca. Jest też o wiele bardziej niebezpieczna. Wymaga odpowiedniej wiedzy i przeszkolenia oraz posiadania dużej ilości sprzętu. Tu ponownie polecam odbycie odpowiedniego szkolenia lub rozpoczęcie przygody z zimową turystyką w mniej wymagającym terenie niż Tatry Wysokie.

Ważne informacje przed lekturą relacji!

Tytułem wstępu muszę napisać, że poniższa relacja nie jest poradnikiem. Kilka linijek wyżej starałem się wyjaśnić jak wymagająca i niebezpieczna, zwłaszcza dla ludzi bez odpowiedniego przygotowania, jest turystyka zimowa. Czytając opis przejścia możesz odnieść wrażenie, że było ono źle przygotowane i nieodpowiedzialne, ale proszę pamiętać o kilku istotnych sprawach. Było to wyjście taternickie, a ja jestem taternikiem, ze skończonymi odpowiednimi kursami prowadzonymi przez Polski Związek Alpinizmu. W Tatry przyjechałem na dwa tygodnie zimowego wspinania, a pierwsze kilka dni miało być rozgrzewką przed zasadniczą częścią wyjazdu, w związku z czym byłem bardzo dobrze przygotowany kondycyjnie i sprzętowo. Wątpliwości, które miałem przed startem są elementem oceny sytuacji i kalkulowania ryzyka. Mają świadczyć o przemyślanym sposobie działania, a nie o rzuceniu się na trudności z myślą „jakoś to będzie”. Na podstawie doświadczenia wiem, jakie trudności jestem w stanie pokonać, wiem też, przez jaki czas mój organizm radzi sobie bez prowiantu. Mam doświadczenie z biwakami zimowymi (co jest zwykłym elementem taternictwa) i potrafię poruszać się po zmroku. Gdyby w trakcie przejścia Orle Perci warunki się pogorszyły, miałem też kilka możliwości bezpiecznego wycofania się z drogi. Ogólnie chcę zaznaczyć, że posiadam odpowiednie umiejętności i sprzęt, by pozwolić sobie na tego typu wyprawę. Nie zmienia to faktu, że taka zimowa wspinaczka jest bardzo ryzykowna nawet dla osób posiadających przeszkolenie. Absolutnie odradzam tego typu próby osobom, które nie są całkowicie pewne własnych umiejętności. Do znudzenia będę powtarzał o potrzebie odbycia szkolenia, jeśli mamy zamiar rozpoczęcie przygody z zaawansowaną turystyką zimową.

Kierunek - Zawrat!

W Tatry wybrałem się w Nowy Rok. Po całonocnej jeździe autobusem o 6.00 rano znalazłem się na zakopiańskim PKS-ie. Za trzy dni miałem stawić się w „Betlejemce” (Centralnym Ośrodku Szkolenia Polskiego Związku Alpinizmu na Hali Gąsienicowej). Ruszyłem do Kuźnic, a następnie przez Boczań na Halę Gąsienicową. W Murowańcu zrobiłem sobie herbaty do termosu i zjadłem kanapkę. Mając w planach dojście do Doliny Pięciu Stawów ruszyłem w kierunku Zawratu. Idąc po tafli Czarnego Stawu zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak. Warunki były zbyt dobre. Mimo, że prognozy zapowiadały niezłą pogodę, to brak jakichkolwiek chmur i wiatru wydawały się wręcz nienaturalne. Nawet termometr wskazywał przyjemne -5°C, choć zazwyczaj przy bezchmurnej aurze temperatura jest znacznie niższa. Muszę wtrącić dygresję, że do pogody mam zazwyczaj straszliwego pecha. Do tego stopnia, że znajomi żartują o klątwie, jaka nade mną ciąży. No cóż - stwierdziłem - może w końcu szczęście się do mnie uśmiechnęło? I wdrapałem się na Zawrat.

szkolenie lawinowe

Czarny Staw Gąsienicowy

Z powodu tak dobrej pogody na Zawracie był niemały ruch. Stojąc tam przez chwilę i obserwując ludzi migrujących z jednej doliny do drugiej pomyślałem o pójściu Orlą Percią. Przecież jeśli zejdę do schroniska to co będę robił resztę dnia? Zaczęła się bitwa myśli. Ta racjonalna część mnie mówiła, że jest za późno - fakt, zbliżała się już 11.00; że szlak jest nieprzetarty - tak, to mnie bardzo spowolni i pewnie się zgubię; że plecak mam ciężki, bo spakowany na 12 dni; że mój prowiant to tylko banan i litr herbaty - przecież miałem iść na obiad do schroniska. Ta druga część mnie natomiast krzyczała, że ta pogoda to niepowtarzalna okazja; że już robiłem dwa podejścia do Perci zimą i to pogoda je niweczyła. Sprawdziłem jeszcze raz prognozy i jak na złość przez resztę dnia miała być lampa…
Decyzja: loguję wyjście (wspinanie.tpn.pl) - i w drogę!

Zawrat – Kozi Wierch

Z Zawratu

Widok z Zawratu

Zacząłem ostrożnie poruszać się w kierunku Koziego Wierchu. Na samej grani kopnego śniegu z reguły nie ma wiele więc nogi się nie zapadają. Trzeba jednak uważać na nawisy śnieżne bo może się okazać, że pod nogami nie ma nic oprócz śniegu. Kilka metrów poniżej grani zapadałem się już jednak po uda i po pas. Kolejne problemy zaczęły pojawiać się w miejscach z trudnościami, gdzie latem pomagają sztuczne ułatwienia - najczęściej łańcuchy. Zimą są one zasypane śniegiem i niewidoczne lub pokryte grubą warstwą lodu i całkiem niedostępne.

Orla Perć
Nieliczne dostępne łańcuchy

Orla Perć

Orla Perć

W najtrudniejszych miejscach musiałem wykuwać łańcuchy z lodu, co trwało w nieskończoność. Największym problemem była nawigacja. Nawet znajomość szlaku z czterech letnich przejść była niewystarczająca, aby nieomylnie poruszać się do przodu. Zimą po prostu wszystko wygląda podobnie, nie widać oznakowania ani łańcuchów.

Orla Perć
Najsłynniejsza drabinka w Tatrach

Orla Perć
Ekspozycja na grani

Walka z trudnościami trwała do zmroku, a potem jeszcze trochę. Na szczęście noc była bezchmurna, a księżyc prawie w pełni, więc nawet czołówka którą oczywiście miałem nie była niezbędna.

Orla Perć
Zachód słońca na Orlej

Marsz zakończyłem tego dnia na Kozim Wierchu. Na szczycie zameldowałem się około godziny 20:00. Już wcześniej postanowiłem zrobić Perć jednym ciągiem, więc kilkadziesiąt metrów pod szczytem zacząłem kopać jamę śnieżną. Wykopanie sobie wygodnego i bezpiecznego schronienia jest dość pracochłonne i zajęło mi ponad godzinę. Na kolację zjadłem zamarzniętego banana i wypiłem odrobinę herbaty. Niestety podczas kopania przemokły mi spodnie, dlatego siedziałem i czekałem aż wyschną. Do śpiwora wczołgałem się dopiero wtedy, gdy zacząłem się trząść z zimna. Byłem solidnie zmęczony.

Orla Perć

Wejście do jamy

Orla Perć
Wnętrze jamy

Orla Perć
Widok o świcie

- CZYTAJ TAKŻE -

Kozi Wierch – Krzyżne

Świt przywitał mnie piękną pogodą. Sprawdziłem znowu prognozy i znowu wszystkie zapowiadały lampę przez cały dzień. Pozbawiony pretekstu, aby przerwać wycieczkę spakowałem się i wygramoliłem z mojego apartamentu. Nie wiem kto się bardziej zdziwił? Ja, czy dwóch facetów którzy weszli na szczyt zobaczyć wschód? Oprócz wschodu zobaczyli kolesia wyłażącego ze śniegu. Zamieniliśmy parę słów, poczęstowali mnie herbatą i każdy ruszył w swoją stronę. Ja w stronę Granatów, a oni w dół. To byli jedyni ludzie spotkani na Orlej.

Orla Perć
Spotkani wielbiciele świtów

Orla Perć autoportret
Ja na Orlej

Na wysokości Czarnych Ścian szlak opada w dół, a następnie prowadzi w górę stromym żlebem. To było miejsce, które chyba najbardziej dało mi w kość. Latem podchodzi się szybciutko po stalowych stopniach, w tamtym momencie żleb jednak był tak zasypany śniegiem, że zapadałem się po szyję. Nie znalazłem też sztucznych ułatwień, więc raki ślizgały się po gładkiej skale. Po półgodzinnej walce wylazłem na siodełko u góry i by uczcić ten wielki triumf wyciągnąłem termos. Wtedy w dół poleciała moja rękawica. Rzuciłem się za nią na łeb na szyję. Znalazłem ją u wylotu żlebu, ale znów czekała mnie gehenna w górę. To było żałosne.

Orla Perć Czarne Ściany

Żleb w pobliżu Czarnych Ścian

Orla Perć Granaty

Widok na Granaty

Fragment Orlej przez Granaty jest łatwy, przeszedłem go szybko i sprawnie. Kolejne problemy zaczęły się dopiero za Orlą Basztą. Mimo że nie występuje tam już tak dużo trudności, to brakuje tam punktów orientacyjnych. Wielokrotnie zapychałem się w miejsca gdzie wydawało mi się że prowadzi szlak, a napotykałem tylko skalne urwisko. Konieczność cofania się i szukania właściwej drogi w głębokim śniegu skutecznie pozbawiała sił i obniżała morale.

Orla Perć

Widok z Pośredniego Granatu

Dojście do Przełęczy Krzyżne polegało w zasadzie na szukaniu drogi przez kilka ostatnich godzin. W międzyczasie w jakimś żlebie pojechałem kilkanaście metrów z małym zsuwem. Nie ma się co dziwić, słońce naprawdę mocno operowało topiąc śnieg. Dobrze, że nie była to większa lawina. Zdałem też sobie sprawę, że się odwodniłem, bo litr herbaty na dwa dni to trochę za mało. W końcu po mozolnym torowaniu przez wiele godzin dotarłem do przełęczy. Byłem już naprawdę zmęczony.

Orla Perć

Końcówka Orlej Perci

Orla Perć
Przełęcz Krzyżne

Krzyżne – „Piątka”

Dojście na Krzyżne to oczywiście nie był koniec. Słońce już zaszło, a czekało mnie jeszcze zejście do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów. Byłem tak zmęczony, że poważnie rozważałem ponowne kopanie jamy śnieżnej. Dalsze odwodnienie mogło stać się jednak niebezpieczne, postanowiłem więc schodzić jak najszybciej. Poszedłem Żlebem Pod Krzyżnem prosto w dół do Doliny Roztoki, mimo iż wiedziałem, że nie powinienem, że żleb jest lawiniasty i niebezpieczny. Jednak człowiek gdy jest tak zmęczony popada w dziwną apatię, jak zaprogramowany idzie najprostszą drogą w dół. Gdy wreszcie zszedłem do doliny, pojawiło się pole kosówek przysypanych śniegiem. Kto miał okazję chodzić po czymś takim wie jak wredne to podłoże. W godzinę pokonałem te kilkaset metrów kosówek i stanąłem przed ostatnią przeszkodą - potokiem Roztoka. Przeskoczenie go po oblodzonych kamieniach nie było łatwe, ale się udało. Dotarłem do wydeptanego przez setki turystów szlaku do schroniska, jeszcze tylko godzina pod górę i będę na miejscu. Chwilę później spotkałem kilkoro ludzi, których poprosiłem o picie. Otrzymaną herbatę niestety od razu zwymiotowałem. Chyba byłem bardziej zmęczony, niż sądziłem. Mam nadzieję, że ci ludzie się nie obrazili, bo herbata była naprawdę dobra.

Tatry - Piątka
Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów

W schronisku oczywiście miejsca nie było, więc zasnąłem siedząc na schodach. Kolejnego dnia pogoda całkowicie się zepsuła. Nie miało to już jednak znaczenia, chciałem odpocząć i się najeść (przez dwa dni zjadłem tylko banana). Od znajomego przewodnika dowiedziałem się, że w ciągu poprzedniego tygodnia były dwie próby pokonania Orlej Perci. Obie zakończyły się interwencją TOPRu. Cóż, chyba znowu miałem dużo szczęścia…

Zimowy ekwipunek na Tatry

Lista rzeczy, które należy ze sobą mieć żeby bezpiecznie i komfortowo uprawiać turystykę zimową, jest dość długa. Zwłaszcza jeśli planujemy biwakować poza schroniskami i innymi przeznaczonymi do tego miejscami - należy pamiętać, że biwakowanie w Tatrach jest dopuszczalne tylko podczas wyjść taternickich, w przypadku zwykłej turystyki jest nielegalne. Trzeba zatem kierować się zasadą, żeby ograniczyć ekwipunek do niezbędnego minimum. Zapakowanie zbyt dużej ilości wyposażenia sprawi że plecak będzie bardzo ciężki, a to bezpośrednio przekłada się na nasze zmęczenie - czyli też bezpieczeństwo. Lista rzeczy, którymi powinno się dysponować i którą tu przedstawię, jest dość ogólna i subiektywna. Powinna być modyfikowana w zależności od bieżących celów i warunków.

Orla Perć ekwipunek

Pierwszym pytaniem jakie trzeba sobie postawić jest - w co się ubrać? Niezbyt odkrywczo powtórzę to, co często się słyszy, że należy się ubrać na cebulkę. Posiadanie kilku warstw pozwala dopasować się do warunków. Możliwości wyboru warstw i łączenia ich ze sobą jest za dużo, by je tu opisać, więc podam mój zestaw na górną część ciała:

  • Pierwsza warstwa - koszulka termoaktywna Active Wool (Brubeck). Można oczywiście wybrać inny model, cieplejszy lub wręcz przeciwnie w zależności od potrzeb. Dla mnie ten jest optymalny.
  • Druga warstwa - cienka bluza polarowa lub termoaktywna np. Hasvik (Fjord Nansen)
  • Trzecia warstwa - sweter/kurtka puchowa. Ja zabieram dwa modele cienki Atmosphere (Jack Wolfskin) i gruby Berghaus. Największą zaletą odzieży puchowej jest niska waga i niewielkie rozmiary po skompresowaniu. Można zastąpić je ocieplinami syntetycznymi o zbliżonych parametrach, ale o tym można by długo pisać
  • Czwarta warstwa - kurtka membranowa Liquid Point (Black Diamond), która przede wszystkim chroni przed warunkami zewnętrznymi. Spełnia też funkcję ochrony mechanicznej delikatniejszych warstw wewnętrznych, kiedy jest taka potrzeba

Można do tej listy dodawać kolejne pozycje, albo zastępować te rzeczy innymi. Jeśli mamy miejsce w plecaku można dodać softshell. Na pewno przyda się, kiedy będzie zbyt ciepło na sweter puchowy, ale będzie mocno wiało. Z drugiej strony można użyć kurtki membranowej do ochrony przed wiatrem, więc kwestia rozbija się o to, czy mamy miejsce i czy rzeczywiście tej rzeczy potrzebujemy.

Spodnie to również temat rzeka. Można wyposażyć się w ocieplany i wodoodporny model, albo podobnie jak z tułowiem, wykorzystać warstwy. Ja wolę tę drugą metodę:

  • Pierwsza warstwa - legginsy termoaktywne Active Wool (Brubeck)
  • Druga warstwa - spodnie softshelowe, czy powinny być ocieplone czy nie zależy od tego jak ciepłą bielizną dysponujemy. Ja używam modelu Zenon (Jack Wolfskin) i z racji tego, że jest naprawdę ciepły, tylko przy bardzo silnych mrozach zakładam do nich bieliznę
  • Trzecia warstwa - zewnętrzne spodnie membranowe Rainy Day (Jack Wolfskin)

Oprócz tego potrzebne są dodatkowe elementy ubioru:

  • skarpety (grube z wełny merynosa)
  • stuptuty Gaiters (Pinguin)
  • bokserki
  • rękawice: 1) cienkie linery, 2) cieplejsze softshelowe, 3) grube i wodoodporne Renegade (Black Diamond)
  • czapki: 1) cienka (można zamiast niej użyć komina), 2) grubsza i cieplejsza Real Stuff (Jack Wolfskin)
  • buty, oczywiście odpowiednie w wyższe góry, z możliwością założenia raków

Skoro już o rakach wspomniałem to też trzeba je mieć. Ja używam raki wspinaczkowe półautomatyczne Serac Clip (Black Diamond). W związku z tym buty też muszę mieć przystosowane pod tego typu raki.
No i czekan. Ja miałem dziabki służące do wspinania, ale tylko dlatego że czekało mnie późniejsze wspinanie. Wystarczyłby jakiś lepszy model turystyczny, o prostym lub lekko zagiętym stylisku, np. Ibex (Stubai).
Na koniec - kask wspinaczkowy. Używam od lat kasku Black Diamond Half Dome, podczas tej wyprawy, wyjmowałem go z plecaka tylko w miejscach tego wymagających (na większości trasy na grani w warunkach zimowych był zbędny).

Skoro już mamy wszystko potrzebne do przemieszczania się, trzeba pomyśleć jeszcze o biwaku. Żeby spędzić noc w śnieżnej jamie potrzebne są następujące rzeczy:

  • śpiwór - na tyle ciepły żeby nie przemarznąć do szpiku kości, ale też możliwie lekki. Najlepsze są pod tymi względami śpiwory puchowe. Np. model Nora na -16°C (Aura)
  • karimata - odpowiednio gruba, dająca dobrą izolację od podłoża. Można też użyć maty samopompującej
  • łopata śnieżna - która posłuży do wykopania schronienia

Powinno się także mieć turystyczną kuchenkę lub palnik pozwalający topić śnieg. Zabranie i noszenie odpowiedniej ilości picia jest niewykonalne. Oprócz picia kuchenka pozwoli przygotować też ciepłe jedzenie. Był to element wyposażenia którego najbardziej brakowało mi w czasie przejścia.
Na końcu powinna być jeszcze lista dodatkowych elementów, które trzeba lub powinno się posiadać, ale powstrzymam się, ze względu na to że niektóre są oczywiste jak termos czy czołówka, a inne to kwestia indywidualnych potrzeb i kaprysów.

Powiązane Wpisy

Powiązane produkty